Dublin: muzyka na żywo i londyński klimat

Dublin. Miasto, które od dawna widniało na mojej „liście brytyjskich (spokojnie, wiem, że to Irlandia) miast do odwiedzenia zanim wyjadę z Edynburga”. Szczerze mówiąc niewiele na jego temat wiedziałam przed podróżą i poleciałam bez najmniejszych oczekiwań. Może właśnie dlatego byłam tak pozytywnie zaskoczona i ze smutkiem opuszczałam je po niespełna 24h.

Wskazówka numer 1: na Dublin poświęćcie przynajmniej dwa pełne dni. A najlepiej trzy, bo to oznacza dwa wieczory, a to miasto (jako babcia sama nie wierze, że to mówię), urzekło mnie właśnie swoim życiem nocnym. W słynnej okolicy Temple Bar roi się od klimatycznych miejscówek z muzyką na żywo i niemiłosiernie drogimi napojami. I jeśli to mówi to osoba, która spędziła dwa lata w Edynburgu to tak, Dublin jest kosztowny, ale w jeden weekend na szczęście nie stracicie całej fortuny.

Wielokrotnie mówiłam, że swoje wyjazdy podporządkowuje jedzeniu, dlatego i tym razem udało mi się zaliczyć dwa świetne wegańskie miejsca. Pełne angielskie śniadanie w HappyFood, czyli minimalistycznym studio yogi było po prostu wyśmienite: domowe kiełbaski, jajecznica z cieciorki, brytyjska fasolka, świeży chleb własnej roboty i tofu a la łosoś, który skradł moje serce. Jeśli wybieracie się na kawę to tylko do Industry, gdzie oprócz świetnej jakości napojów i modnych sałatek, znajdziecie też piękne meble i dodatki do domu.

xoxo,

Karolina

 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

YOU MAY LIKE