PODCAST #119 Marek Kamiński: jak być szczęśliwym po spełnieniu największych marzeń?

Dzisiaj zapraszam Was do wysłuchania obiecanej tydzień temu rozmowy z Markem Kamińskim, czyli do drugiego odcinka z serii, której patronuje Fundacja Marka Kamińskiego. Marka zapewne wszyscy znacie: to wybitny polski podróżnik i innowator, który jako pierwszy człowiek na świecie zdobył w jednym roku oba bieguny bez pomocy z zewnątrz i pobił tym samym rekord Guinessa. Możliwość przeprowadzenia tej rozmowy była dla mnie dużym wyróżnieniem. Poruszamy temat spełniania marzeń, poszukiwania celu czy stawiania sobie coraz wyżej poprzeczki. Dowiadujemy się dlaczego warto się zatrzymywać, a najważniejszą podróżą może być ta w naszej głowie. Rozmawiamy też o tym dlaczego tak ważne jest dbanie o swoje zdrowie i trzymanie się codziennych rytuałów.

Ta tematyka jest bezpośrednio związana z wyzwaniem “5 kroków na biegun” organizowanym przez Fundację Marka Kamińskiego. Sama Fundacja zajmuje się pomocą osobom potrzebującym i tworzeniem programów edukacyjnych. Za to wspomniane wyzwanie ma na celu inspirować nas wszystkich do wprowadzania dobrych zmian w swoim życiu w obszarach aktywności fizycznej, odżywiania i zdrowia psychicznego. Wyzwanie jest prowadzone na bazie metody biegun, czyli  autorskiego rozwiązania Fundacji Marka Kamińskiego, które powstało w oparciu o jego doświadczenia zdobyte podczas ekstremalnych wypraw. Metoda ta pomaga w dążeniu do wyznaczonych celów i wprowadzaniu dobrych zmian do swojej codzienności, ale więcej o metodzie oraz aplikacji Walk4Change, która jest świetnym narzędziem wspierającym w procesie zmiany, opowie Wam w dzisiejszej rozmowie sam Marek. Natomiast jeśli macie ochotę dołączyć do wyzwania, zaglądajcie na Facebook i Instagrama Fundacji, wszystkie linki zostawiam Wam w opisie odcinka. Przyjemnego słuchania.

 

Wyzwanie 5 kroków na biegun:

https://www.facebook.com/FundacjaMarkaKaminskiego

https://www.instagram.com/fundacja_marka_kaminskiego/

 

Metoda Biegun:

https://marekkaminski.com/metoda-biegun/

 

Aplikacja Walk4Change:

https://walk4change.pl

 

Posłuchaj na YouTube:

https://youtu.be/J78FIvgdmq0

 

Transkrypcja treści odcinka:

#119

 

Karolina: Cześć Marek.

 

Marek: Cześć Karolina.

 

Karolina: Witam Cię w moim podcaście. Jest mi bardzo miło, że udało się nam połączyć. Rozmawiamy dziś zdalnie, bo niestety taki mamy rok.

Jak Ty, jako podróżnik odczuwasz to uziemienie i brak możliwości realizowania pewnych planów i wyjazdów w tym roku?

 

Marek: Myślę, że dla mnie najważniejsze są podróże w głowie, a moja głowa nie została absolutnie uziemiona. Wręcz przeciwnie, takie ugruntowanie w domu i w miejscu, gdzie mieszkam, pozwoliło mi na skoncentrowanie się na tematach, które były we mnie obecne. Przyznam, że ten rok jest chyba najciekawszym i najtrudniejszym (pod względem twórczym) okresem w moim życiu. W tamtym roku byłem w stałej podróży, miałem wykłady. Leciałem do Szwajcariido Zurychu lub Genewy. Potem do Los Angeles, San Francisco, na Polinezję Francuską, Tahiti. Później do Tokio, Tajpej, Hongkongu, Singapuru i wielu innych miast. Byłem więc trzy razy na Polinezji Francuskiej Tahiti, Markizy, Tahaa, BoraBora i wielu innych wyspach. Byłem też chyba pięć razy w Tokio. Nie chodzi jednak o to, żeby się chwalić, gdzie byłem. Najciekawsze jest to, że pobyt w Gdyni jest dużo bardziej twórczy i dużo bardziej ciekawy. Dla mnie zawsze najważniejsze było to, co dzieje się w głowie. Podążanie nowymi ścieżkami. Udało mi się napisać nową książkę pt. Power4Change. Sztuka osiągania celów. Nie mam jej przy sobie, ale jest ona wykładnią Metody Biegun. Jest dostępna w dobrych księgarniach (także internetowych). Zacząłem również pracę nad następną książką. Mam pomysł na Trylogię Biegun. Sformułowałem i uruchomiłem dwa duże programy LifePlan Academy i Marek Kamiński Academy. Jest to dla mnie bardzo ciekawy i twórczy okres w moim życiu. Trudny jednak dlatego, że kiedy człowiek stawia sobie wysoko poprzeczkę, to nie zawsze może spełnić swoje oczekiwania. Chciałem napisać taką książkę (Power4Change), która nie będzie tylko kolejną wydaną pozycją, ale która zmieni życie wielu ludzi. Udało mi się to zrobić, ponieważ pozwoliłem przepłynąć przez siebie energii świata. Nie ja pisałem tęksiążkę tylko świat, który przemierzył moje ciało i dzięki temu moja głowa mogła ją napisać. Było to bardzo ciekawe doświadczenie. Kiedy ją czytam i przeglądam wydaje mi się bardzo esencjonalna. To nieprawdopodobne, że udało mi się napisać tak syntetycznie. A więc tak postrzegam to uziemienie. Dla mnie zawsze ważne były paradoksy, a życie jest ich pełne. Paradoksem jest to, że ważna jest droga, a nie cel. Paradoksem jest to, że granice mojego języka są granicami mojego istnienia. Paradoksem jest to, że biegun,wokół którego kręci się cała Ziemia i my teraz, tak naprawdę jest nieruchomym punktem. Nie zawsze jest tak, że będąc w ruchu jesteśmy jego istotą. Jeżeli biegun jest osią Ziemi(wokół której wszystko się kręci) to czasami ten bezruch może pozwolić nam na bycie w ruchu. To taka mała przenośniaprawo paradoksu. Nie zawsze fakt, że jesteśmy w ruchu, poznajemy różne kraje i jesteśmy w różnych miejscach, przekłada się na nasze wewnętrzne doświadczenie lub życie. Nieraz nie ma różnicy czy jesteśmy w hotelu na Wyspach Kanaryjskich, Karaibach czy w domu. Jeśli nie jest z tym związana żadna podróż wewnętrzna, to w zasadzie co za różnica czy oglądamy to w telewizji czy czytamy przewodnik. Krótko mówiąc uziemienie pozwoliło mi na fokus. W życiu jesteśmy bombardowani tysiącami różnych informacji i ciężko się nam na czymś skupić.

 

Karolina: Mam wrażenie, że ten rok był dla wielu osób (oczywiście nie mówię tu o osobach, które zostały w przykry sposób dotknięte paraliżem gospodarczym i zdrowotnym)pewnego rodzaju prezentem. Mieliśmy możliwość doświadczyć rzeczywistości, która wcześniej była nam obca. Uciekaliśmy od niej, a nagle okazało się, że może nam ona wiele zaoferować. Uważam, że trafiłeś w sedno stwierdzeniem, że czasami trudno sprostać jest poprzeczce, którą sobie wysoko stawiamy. Przed naszym spotkaniem myślałam o tym jak to jest – kiedy osiągasz coś tak wielkiego i spełniasz duże marzenieumieć zatrzymać się i stwierdzić, że potrafię wrócić do rzeczywistości, potrafię zaadaptować tę lekcje do codziennego życia. Zamiast mierzyć coraz wyżej, osiągać kolejne „bieguny” czy szczyty” – coś co będzie widowiskowe.

 

Marek: Myślę, że na pewno nie jest łatwo się zatrzymać w momencie, kiedy człowiek osiąga sukcesy i zdobywa „bieguny”. Dla mnie przełomową podróżą w życiu była podróż do Santiago de Compostela, kiedy przeszedłem 4 tys.km. Nauczyłem się tam wagi takich słów jak akceptacja, wdzięczność i uważność. Akceptacja tego co przynosi życie, wdzięczność, że żyję i uważność na bycie tu i teraz. Ta pielgrzymka do Santiago nauczyła mnie pokory i zatrzymania się. Zdobywanie biegunów odbywało się dość szybko. Byłem 60 dni w podróży dwa miesiące i już. Tutaj musiałem iść codziennie 40 km i nie byłem w stanie przyspieszyć. Nie byłem w stanie iść dwa razy szybciej, żeby robić 80 km dziennie. Raz może byłbym w stanie, ale nie codziennie – nie przez 100 czy 120 dni. Więc już dopiero po biegunach nauczyłem się cenić chwile zatrzymania i spokoju. Nauczyłem się też medytacji, która jest rodzajem zatrzymania. Chociażzatrzymanie, było już obecne w moim życiu podczas wypraw na bieguny. Taka wyprawa jest zatrzymaniem, zamrożeniem. Człowiek wychodzi z tego świata i wchodzi w inny, w którym wszystko płynie inaczej. Czas płynie inaczej, a świat ma innewspółrzędne. Jeden dzień nie różni się od drugiego. Jest podobne otoczenie, jest podobny rytm dnia, wszystko jest takie samo. Takie zatrzymanie na 60 dni. Być może tozatrzymanie wewnętrzne powoduje podróż w głąb siebie. Życie nauczyło mnie tego, że są one dużo ważniejsze niż podróże zewnętrzne.

 

Karolina: Czy kiedy planowałeś wyprawy na biegun, to wcześniej przez lata było to Twoje wielkie marzenie, które Ci przyświecało? Czy może pojawiło się ono w trakcie kolejnychwypraw?

 

Marek: Bieguny nie był celem, który przyświecał mi bardzo długo. Chociaż jako dziecko czytałam pamiętniki FalconaScotta i marzyłem o nich. Marzyłem też o podróży dookoła świata jachtem, marzyłem o tym, żeby się wspinać, marzyłem o tym, żeby polecieć na księżyc. Potem robiłem różne rzeczy np. studiowałem filozofię. I kiedy doszedłem do ściany na tej filozofii i poczułem, że już więcej nie jestem w stanie się nauczyć, a pobyt w tych murach nie da mi nic oprócz dyplomu, to przypomniało mi się, że northway i „veien mot nord znaczy droga na północ. Kiedyś był taki filozof, który nazywał się Wittgenstein i powiedział „Granice mojego języka to granice mojego myślenia”. W pewnym momencie rzucił on filozofię, rzucił wszystko i wyjechał do Norwegii. Ja sam pomyślałem, że może polecę na Svalbardna Spitsbergen i zobaczę co z stamtąd widać. Tam spotkałem Wojtka Moskala, to był 1990 rok. On marzył o tym, żeby dojść na biegun północny. Pomyślałem, że w sumie też o tym marzę iże też bym chciał. Potem wszystko poszło bardzo szybko. W 1993 roku przeszliśmy razem Grenlandię, a dwa lata później zdobyliśmy biegun północny. Tak więc biegun jako tęsknota za czymś co nieznane, zawsze był obecna w moim życiu i dalej jest. Tęsknota za czymś nieodkrytym, za drogą mniej uczęszczaną, za ryzykiem. Fizycznie ten biegun przyjmował różne formy. Była to np. wyprawa do Meksyku. W końcu przyjął formę bieguna samego bieguna. Nie było to jednak tak, że ten jeden biegun był ze mną obecny przez całe życie. Najbardziej obecna podróż w moim życiu to podróż w czasie. Myślę o niej od dzieciństwa.

 

Karolina: Udało Ci się podróżować w czasie?

 

Marek: W sumie tak, udało mi się. Na biegunie południowym i raz na Grenlandii. Kiedy w 1993 roku przechodziłem Grenlandię to nagle zobaczyłem niewyraźny obraz.Zobaczyłem, że biorę udział w wyścigu samotników na biegun południowy. Były to niewyraźne obrazy, ale miałem poczucie, że tam jestem. Potem, kiedy wróciłem myślami do rzeczywistości pomyślałem, że to totalna bzdura – „Tutaj, na Grenlandii ledwo jestem w stanie przeżyć. Jaki wyścig samotników na biegun południowy?!” Tym bardziej, że nie miałam wtedy w planie bieguna południowego, myślałem o biegunie północnym. Jednak dokładnie trzy lata później, w 1996 roku wziąłem udział w wyścigu samotników na biegun południowy. Próbowałam dojść na biegun południowy samotnie. Bardziej ciekawą podróżą w czasie był moment,kiedy szedłem przez Antarktydę (chyba w 1996 roku) i nagle pomyślałem, że marzenia się spełniają. Faktycznie podróżowałem w czasie. Marzyłem i stało się! Jak człowiek tak idzie, to czasami myśli o przyszłości, czasami jest tu i teraz, a czasami myśli o przeszłości. Oczywiście jest różnica pomiędzy wspominaniem przeszłości, a byciem w niej. Natomiast ja, nagle znalazłem się fizycznie ciałem, na lekcji matematyki w szkole podstawowej. To była nieznacząca lekcja, nic ważnego. Siedziałem w ławce, nauczyciel tłumaczył, widziałem każdy szczegółbyłem tam. Po godzinie wróciłem na Antarktydę. Przeskoczyło mi to tak, jak kiedyś piosenka na płycie CD lub winylowej. Jesteś w jakimś miejscu i nagle przeskakujesz na inną piosenkę. Mniej więcej coś takiego. To nie było wspomnienie. Na Antarktydzie musiałem być bardzo uważny, żeby wiedzieć co się dzieje ze mną i moim umysłem. A tu nagle znalazłem się na tej lekcji matematyki. To było absurdalne, bo nic ważnego na tej lekcji się nie stało. Po prostu tam byłem.

 

Karolina: Jak myślisz, co pozwoliło Ci osiągnąć ten stan? Czy to był fakt, że byłeś sam i miałeś na to przestrzeń, a możespowodowały to skrajne warunki? Jak to interpretujesz?

 

Marek: Myślę, że nie wiemy dokładnie jak pracuje naszmózg. Nie wiemy czy jesteśmy odbiornikiem czy nadajnikiem. Są różne teorie na ten temat. Nie wiemy jaki jest dostęp do danych, czyli naszych wspomnień. Czy one istnieją, czy istnieją równocześnie, czy czas istnieje. Nie wiemy tego. Przez rodzaj szczególnego skupienia i izolacji jaką miałem tam na Antarktydziestało się coś, co spowodowało, że igła przeskoczyła. Dlaczego? Być może Antarktyda jest przestrzenią czystą, wolną od wszystkich zanieczyszczeń. Tak naprawdę nie wiem, ale wydaje mi się, że miała na to wpływdługa izolacja i łączność z samym sobą. Kiedy weźmiemy teleskop to widać przez niego gwiazdy. Być może w nas, też jest wewnętrzny kosmos i szkło powiększające, które nam coś przybliża, kiedy dobrze się je ustawi. Przez to, że patrzyłem w głąb siebie, szkiełka ustawiły się w taki sposób, że coś zobaczyłem.

 

Karolina: Muszę zadać Ci pytanie, które nasuwa się pewnie bardzo wielu naszym słuchaczom. Co takiego musi być w człowieku, że wystawia się na tak duże wyzwanie, które jest ryzkiem. Jest to temat, który przewijał się też w moim życiu. Często słyszałam z ust mojej mamy, że ona nie rozumie himalaistów, którzy się wspominają, bo przecież jest to tak duże ryzyko. Co było Twoim motorem przez ten cały czas? Słuchając Cię, odnoszę wrażenie, że nie chodziło o odhaczenie jakiegoś miejsca na zasadzie – chcę być tą osobą,która zdobędzie biegun. Ty bardziej szukałeś odpowiedzi. Zastanawiam się, co motywuje do tego, żeby przeskoczyć granicę ryzyka?

 

Marek: Odpowiedzi na to pytanie mogą być różne. Kiedyś wydawało mi się, że zawsze warto nadawać naszemu życiusens przez to co robimy. Jeśli życie ma jakąś wartość, to możemy ją zobaczyć właśnie w takich momentach. To nie znaczy, że ja lubię ryzykować życie. Nie o to chodzi. Nie chciałem wystawiać się na niebezpieczeństwo, ale chciałem doświadczyć czym jest życie. Jaka jest granica życia i śmierci. Tak myślałem kiedyś. Potem wydawało mi się, że w życiu jest coś takiego jak przeznaczenie. Jeżeli człowiek słucha siebie,to podąża za przeznaczeniem. Zawsze robiłem rzeczy w ten sposób, że rozmawiałem ze sobą. Słucham wewnętrznego głosu i to on, a nie zewnętrzny świat, mówił mi co mam robić. Nie myślałem, że będę sławny jak to zrobię albo że będę mieć dużo pomiędzy. To nigdy nie była przyczyna. Zawsze były to wewnętrzne dialogi i stwierdzenie:Warto to zrobić. To rzeczywiście jest coś”. Ostatnio czytałem o genie DRiD4, który nazywa się genem przygody. To gen, który jest odpowiedzialny za skłonności do ryzyka, podążania nowymi drogami, chęć bycia odkrywcami.

 

Karolina: Moja mama ewidentnie go nie ma J

 

Marek: Częściowo jest to sprawa genów. Czasem się to ujawnia, a czasem nie. Nie zawsze musimy podążać za genem i dać mu się spełnić w naszym życiu. Jest coś takiego jak predyspozycja, ale ona sama nie wystarczy. Jeśli chcemy robić coś nowego to nie znaczy, że musimy iść na biegun. W moim przypadku poczucie sensu pojawiło się na koniec. Być może genotyp i zbieg wielu okoliczności mi w tym wszystkim pomógł. Nigdy nie miałem wątpliwości, zawsze podążałem za swoim głosem i nie zastanawiałam się nad tym czy zginę. Chciałem przeżyć i robiłem te rzeczy w taki sposób, żeby nie zginąć i wszystkiego doświadczyć. Patrząc na to z perspektywy, człowiek w teatrze życia widzi tylko siebie samego. Gra jakąś rolę, zdobywa bieguny. Jednak w pewnym momencie pomyślałem, że może nie ważne jest to, że byłem na tych biegunach. Ważne, że te moje bieguny i to doświadczenie pomogło wielu ludziom. Pomogło Jaśkowi Meli i innym osobom, które stosują Metodę Biegun. Pamiętam taką historię. Napisałem książkę pt. Moje bieguny. Dzienniki z wypraw. Znajoma mojego przyjaciela Artura – nieżyjąca już Magdaczytała te pamiętniki, kiedy umierał jej mąż. Oni szlina ten biegun razem. Kiedy coś złego stało się ze zdrowiem, to wpadli w szczelinę – używali terminologii biegunowej. Magda sama napisała książkę pt. Szczęściara. Napisała w niej:„Marku nawet jeśli nic innego byś już w życiu nie zrobił to i tak warto, że mogłam przeczytać Twoją książkę”. Na koniec jesteśmy częścią całości. Jedna rzecz, to jaki sens ma coś dla nas, a druga, jaki ma sens dla świata.

 

Karolina: W którym momencie zacząłeś odczuwać to, że Twoje doświadczenia i to, że się nimi dzielisz ma dobry wpływ na innych ludzi? Zakładam, że kiedy byłeś młodą osobą to nie widziałeś tego szerszego kontekstu i efektów Twoich doświadczeń na innych osobach. Czy kiedyzauważyłeś, że to działa i pomaga, to tym bardziej zacząłeś dzielić się swoimi doświadczeniami? Czy to działanie prospołeczne zaczęło Cię nakręcać?

 

Marek: Zacząłem to zauważać, kiedy zacząłem pisać książki i okazało się, że pomagają one ludziom w depresji, chorobie dwubiegunowej i innych różnych przypadkach. Nie starałem się jednak dopasować do świata i dalej byłem sobą. Starałem się robić to samo. Robiłem te wyprawy dlatego, że w nie wierzyłem, a nie dla konkretnego celu. Kiedy chcemy zrobić coś dla innych, to nie zawsze to wychodzi. Trzeba być sobą i robić na wyprawach swoje, a potem dopiero dzielić się tym z innymi. Jednak, kiedy dostrzegłem, że ma to taki wpływ na ludzi to założyłem fundację, w której skupiłem się głównie na metodzie. Krok po kroku zaczęliśmy to wprowadzać w życie. Zawsze staram skupiać się na sensie, a nie na oczekiwaniu nagrody. Chociaż to, że komuś pomogę to też jest rodzaj nagrody wewnętrznej. Jest to oczywiście fajne, ale zawsze staram skupić się bardziej na drodze i procesie. Jeżeli potem są tego dobre efekty to super.

 

Karolina: To bardzo ciekawe. Wcześniej rozmawiałam z Małgosią Pióro (nasza rozmowa będzie opublikowana tydzień po tej) i często tak jest, że nasze doświadczenia sprawiają, że dochodzimy do jakichś wniosków, a potem się nimi dzielimy. Odnoszę wrażenie, że Ty od początku miałeś w sobie tą mądrość i zobaczyłeś, że rzeczywiście, podzielenie się tym ma dobry wpływ na ludzi. Nie jest to jednak tak, że musiałeś do tego dojść. Teraz tak często staramy się tłumaczyć ludziom, że droga i proces ma znaczenie – nie skupiajmy się na celach. Wnaszym pokoleniu (może nawet bardziej w moim) myślimy tylko o osiągnięciach i odhaczaniu kolejnych etapów. Z tego co mówisz wynika, że Ty od początku robiłeś to dla samego robienia. To piękne, że możesz się tym podzielić w tak organiczny sposób. Odnosząc się do Twoich doświadczeń, powiedz proszę swoimi słowami na czym polega i jak wygada Metoda Biegun?

 

Marek: Metoda Biegun polega na pewnym systemie, który opracowałem na wyprawach. Opiera się na pięciu krokach.Najpierw definiujemy cel – odkrywamy biegun. Tworzymy mapę drogi. Realizujemy plan, pokonujemy trudności, motywujemy się wewnętrznie i adaptujemy się do zmieniającego się świata. Radzimy sobie z sukcesem albo porażką i poznajemy samego siebie. Oprócz tego są inneelementy, czyli np. wizualizacja. Gdybym miał wymienićnajważniejszą rzecz z tej metody, to bez wątpienia byłaby to umiejętność wizualizowania rzeczywistości.

 

Karolina: Kiedy mamy jakiś cel przed sobą to wizualizujemy sobie to, jak do niego dochodzimy czy to jak będzie wyglądało zrealizowanie go?

 

Marek: Nawet jak nie mamy jeszcze celów, to warto je sobie zwizualizować. Kiedy osiągniemy cel, który okaże się „nie tym” to pojawi się rozczarowanie.

 

Karolina: To też jest okej.

 

Marek: Tak. To też jest okej, ale na poziomie samego wyboru celu, trzeba sobie zdawać sprawę czym on jest. Ludzie stawiają sobie cele, a nie wiedzą czym one są. Język jest bardzo nieoznaczony i jest to inna część Metody Biegun – nieoznaczoność języka. Można powiedzieć, że język jest pewnym przebraniem. Żeby dotrzeć do istoty języka trzeba włożyć w to trochę pracy. Często ludzie (ale i ja sam) poruszają się w mgle, nie wiedzą kim są i dokąd idą. Cienie, które są we mgle biorą za jakieś przedmioty, a one są czymś zupełnie innym. Podobnie jest z życiem, kiedy posługujemy się językiem, nie zdając sobie do końca sprawy z wagi słów. W życiu albo dążymy do celów albo dryfujemy bez nich, a na koniec nie znamy samego siebie, nie wiemy kim jesteśmy, skąd się wzięliśmy na tym świecie i dokąd idziemy. Oczywiście możemy nie dowiedzieć się tego nigdy, ale warto zadawać sobie te pytania. Być może dadzą nam one pewne odpowiedzi, które pozwolą nam znaleźć cele na najbliższe miesiące czy lata. Metoda Biegun jest o tym, żeby odkrywać swoje biegunyte które pochodzą z nas, a nie te, które ktoś nam mówi, że mamy osiągać. Większość biegunów jest podawanych z zewnątrz. Przez media, przez reklamy, przez dorosłych i rodziców. Nie ma nic złego w tym, żeby rodzice mówili co jest w życiu ważne i do czego warto dążyć. Ważnejednak żebyśmy się utożsamiali z tymi celami. Żeby to nie było tak, że ktoś nam mówi co mamy w życiu robić i kim być. Jest taki fajny wiersz GibranaProrok. Napisał w nim, że dzieci są strzałami, które rodzice wypuszczają, ale nie mają pojęcia o ich kierunku. Ten wiersz jest ładniejszy od tego co powiedziałem w tej chwili, ale chodzi o to, że celem każdego człowieka jest to, żeby był sobą. Nie w sensie bycia egoistą,ale robienia rzeczy, które są dla niego ważne – nie krzywdząc przy tym innych ludzi. Metoda Biegun jest o tym, aby w życiu podążać własną drogą. Podaje ona mechanikę osiągania celów. Cele nie są najważniejszą rzeczą w życiu. Najważniejsze jest poznanie siebie i czerpanie siły do życia z samego siebie.

 

Karolina: A skąd wiedzieć czego chcemy? Wiem, że dużo pracujesz z młodzieżą i Twój program LivePlan jest z tym związany. Myślę, że wielu młodych ludzi zadaje sobie pytanie, jaka jest ich droga. Ja głęboko wierzę, że czasami tylko wydaje się nam, że czego chcemy – marzymy marzenia innych. To też jest w porządku, ale ważne, aby w odpowiednim momencie zorientować się, że to nie jest to, czego szukamy. Co byś doradził młodym osobom, które nie wiedzą co chcą robić. Chcą działać, chcą osiągać rzeczy, chcą do nich dążyć, ale nie mają czegoś co im przyświeca. Nie chcą czuć, że ciągle dryfują.

 

Marek: Powiedziałbym, żeby się zaprzyjaźniły same ze sobą.Zaczęły poznawać siebie i zaczęły zadawać sobie pytania. Tak jak eksplorują zewnętrzny światpoznają matematykę, chemię, przygody, filmy. Poradziłbym, aby popatrzyły na siebie jak na kosmos do odkrycia. Kiedy patrzymy na niebo i świeci słońce to nie widać gwiazd. Ale one tam są. Wczoraj np. widziałem Oriona, to bardzo ładny gwiazdozbiór.

 

Karolina: Jest to jedyny gwiazdozbiór, który umiem bez problemu rozróżnić.

 

Marek: Pojawia się zimą na północnej półkuli. Widziałem go kiedyś przez 3 miesiące na pustyni w Australii. Tak samo jest z zewnętrznym światem. Myślimy nuda, nic tam nie ma, pusto. Ludzie boją się być sami ze sobą. Bycie w ciszy przez cały dzień to najgorsza rzecz, która może spotkać wielu ludzi. Jeżeli jednak zaczniemy się wpatrywać w samego siebie, zadawać pytania – o to kim jestem, to być może znajdziemytam odpowiedzi. Oczywiście nie od razu. Kiedy zaczniemy się ze sobą zaprzyjaźniać, będziemy czasami przebywać w ciszy przez 5/10 minut (niekoniecznie od razu cały dzień), zaczniemy pytać: co jest dla mnie ważne?, co chciałbym w życiu robić? dokąd iść? to odpowiedzi pojawią się po jakimś czasie. Trzeba bardzo długo się uczyć, żeby poznać matematykę, fizykę, prawo grawitacji i różne inne prawa fizyczne. Tak samo wewnątrz naszego świata też są prawa, których nie znamy. Działamy według schematów, któreprzyswoiliśmy, a które są dla nas niewidoczne. Coś wydaje się nam oczywistesłodzimy herbatę, idziemy na spacer, tymczasem są to pewne programy. Część programów jest dobra, a część nie. Zostały nam wgrane i trudno się od nich uwolnić. Tak samo jest z uzależnieniami. Wydaje się nam, że musimy palić papierosy, pić alkohol czy robić inne rzeczy. Rozpoznanie tych programów, schematów i uwolnienie się od tych, które nam nie służą jest bardzo ważne. Piąty krokMetody Biegun jest o tym – poznaj samego siebie. Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego – następnego etatu.Robimy rekapitulację, poznajemy to, czego nauczyliśmy się po drodze i odkrywamy następny biegun. Ta metoda jest kołem. To nie jest linia, która ma początek i koniec. Możemy traktować ją jako spiralę i iść przez całe życie po tej metodzie. Jest koniec jednego etapu i odkrywamy następny biegun. Ta metoda ma również zasady i ścieżki którymi można ją przechodzić. Jest to akceptacja, wdzięczność i uważność.

 

Karolina: Gdzie można poczytać więcej o tej metodzie? Posłuchanie podcastu może nam nakreślić, jak to funkcjonuje, ale myślę ze warto jest zgłębić te dodatkowe techniki.

 

Marek: Jest aplikacja Walk4Change. Można w niej w pięciukrokach osiągnąć biegun zdrowia. Jest też książka, którą napisałem ostatnio Power4Change. Sztuka osiągania celów. Są też dwie strony, gdzie mamy programy według tej metody. Jest to LifePlan Academy, gdzie znajdują się bezpłatne programy dla młodzieży, ale planujemy też rozszerzenie tych programów na inne grupy wiekowe. Druga strona to Marek Kaminski Academy, gdzie mamy kursy rozwojowe oparte o wykłady. W tej chwili przygotowujemy też kursy, które będzie można robić samodzielnie. Materiałów jest bardzo dużo. Ostatnio skończyliśmy prace nad aplikacją Work4Change. Pracuję też nad aplikacją Gra o biegun. Myślę o zrobieniu z tej metody gry. Skończyliśmy już fazę testów i pisania dokumentacji, a teraz zaczniemy pisać kody. Być może będzie się nazywała Gra o biegun, a być może inaczej.

 

Karolina: Powiedziałeś o tym, że w aplikacji chodzi o to, żeby osiągać biegun zdrowia. Temat zdrowia jest bliski treściom, które publikuję i temu czym interesuję się na codzień. Jak Ty dbasz o swoje zdrowie?

 

Marek: Wczoraj miałem bardzo długą rozmowę z lekarzem, która odbywała się w ramach podcastu. Przygotowuję się do następnej, bardzo ekstremalnej wyprawy przez Antarktydę. Być może odbędzie się za dwa lata. Muszę więc mieć ekstremalnie dobre zdrowie. Powiem Ci o dwóch wymiarach mojego zdrowia. Jednym, bardzo naukowym, który jest mi potrzebny do wypraw. Drugi bardziej ogólny typu ajurweda, joga itd. Dla mnie jako dla maksymalnego podróżnika ważne są cztery wymiary, aby nie zginąć np. podczas przejścia Antarktydy. Po pierwsze mitochondria, czyli medycyna mitochondrialna. Mitochondria to takie silniki naszego organizmu, które są w każdej komórce. Gdyby mitochondria zaprzestały działać, to umarlibyśmy w 60 sekund. Nawet szybciej niż bez powietrza. Druga rzecz tomikrobiom. Bakterie częściowo za nas myślą, także aspekt ten jest bardzo ważny. Trzeci poziom to budulec naszego ciała,czyli minerały, witaminy i wszystko to co powoduje, że dostarczamy tego budulca. Czwarty wymiar to DNA i jego replikacja. Ważne, żeby nie było tam błędów. Są to aspekty, o które masz dbać razem ze specjalistą. Jeżeli mam zniszczone mitochondria pomóc mogą różne rzeczy np. ketoza (dieta ketogeniczna). Warto dbać o te cztery wymiary w codziennym życiu dla długowieczności i ogólnego dobrostanu. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, ale dobre bakterie, zdrowe mitochondria, DNA, które nie zawiera za dużo błędów i dobre odżywianie to podstawa. Przechodząc do wymiaru bardziej ogólnego to staram się mieć zawsze stały rytm dnia. Podstawą jest wypoczynek i 7-8 godzin regularnego snu. Nie wierzę w to, że są skowronki i sowy. Człowiek ma naturalny rytm ewolucyjny. Staram się wstawać rano zawsze o tej samej godzinie. Potem 10 minut jogi, medytacja, pisanie. Ważne są też stałe posiłki i czas na „rest”. Żyję dość intensywnie, muszę więc balansować to odpoczynkiem. Moje codzienne praktyki to na pewno joga, czasami Chi Kung czy Tai Chi. Pływam w morzu przynajmniej raz w tygodniu, nieważne zima czy lato. Korzystam z komory hiperbarycznej i sauny. Dbam o wysiłek fizyczny. Może być to godzina dziennie biegu, roweru lub pływania. Dwa/trzy razy w tygodniu basen. Ważny jest też spokój i pogoda ducha. Zapewniam to sobie przez medytację.Podoba mi się to, że joga zaczyna się poza matą. Tak samo dbanie o zdrowie zaczyna się wtedy, kiedy jest to część naszego życia. Staram się łączyć różne praktyki. Wiem trochęo ajurwedzie, medycynie chińskiej, japońskim podejściu do zdrowia, a także o różnych słowiańskich rzeczach, które nasi przodkowie kiedyś stosowali. Plus zdrowy rozsądek. Podstawą jest słuchanie własnego organizmu. Robię te rzeczy, które czuję, że są dla mnie dobre. Dodatkowo rozmawiam z ludźmi. Jest dużo rad, które dostaję od innych. Ważne też,żeby nie przesadzić z tym wszystkim. Kiedy kiedyś ćwiczyłem jogę było mi bardzo trudno wymyśl asany i to co mam robić. Potem stwierdziłem, że będę robić codziennie 10 powitań słońca, parę wojowników, parę trójkątów, jakąś pozycje odwróconą i tyle. Samo podejmowanie decyzji,odnośnie tego co mam zrobić, było dla mnie męczące. Dbanie o zdrowie musi być proste. Najważniejsza jest sama profilaktyka. Znasz pewnie historię żółtego cesarza. Cesarz w starożytnych Chinach płacił lekarzowi wtedy, kiedy był zdrowy kiedy był chory nie płacił. Całkiem odwrotnie niż u nas. U nas medycyna zarabia na pacjencie, kiedy jest chory.

 

Karolina: Uśmiechasz się, ale wydaje mi się, że jest to taki śmiech przez łzy. Poszliśmy w złą stronę.

 

Marek: Idę na masaż lub ćwiczę nie kiedy czuję się źle i jestem chory tylko wtedy, kiedy jestem zdrowy żeby tego uniknąć. Ludzie robią odwrotnie. Nie dbają o siebie, a kiedy są chorzy czasami jest już za późno. Umysł też jest w tym wszystkim ważny. Czasami ciało można naprawić umysłem, aczasami umysł można naprawić ciałem. Myślę o sobie jako o całości. Czasami próbuje nowych rzeczy, mam jednak stałe fragmenty gry. W moim życiu jest też dużo natury. Staram się czerpać z niej jak najwięcej. Przytul się do drzewa, chodzićna boso. Natura to nasze korzenie. Oczywiście to wszystko przechodzi na jakieś szczegóły. Piję np. sok z jarmużu, dużo zielonej herbaty, mało kawy. Mam chyba z 10 rodzajówzielonej herbaty w domu. Staram się też nie jeść za dużo.

 

Karolina: To jest trudne J Nasza poranna rutyna jest zaskakująco podobna. Myślę, że dla wielu osób, które słyszą, że trzeba mieć tyle rytuałów i wprowadzać tyle nowychnawyków może być to bardzo przytłaczające. Warto jednak podkreślić, że jest to proces. Wprowadzamy nowe nawyki z czasem i nie rzucamy się na głęboką wodę. Nie postanawiamy zmienić swojego stylu życia z dnia na dzień i wprowadzićnowych nawyków, żeby nasze życie było zdrowe, sprawne i szczęśliwe. To wymaga lat, jest powtarzalne i związane ze schematem. Jako mały człowiek nie jesteśmy w stanie podejmować tylu decyzji dziennie i czuć się w pełni sił, żeby dalej funkcjonować.

 

Marek: Trzeba zacząć od najprostszej rzeczy. Ja zacząłem od tego, że jak kończyłem prysznic to przez 50 sekund stałem pod zimną wodą. Ważne jest też wychodzenie ze strefy komfortu. To normalne, że umysł chce w niej być, że nie chce nic zmieniać. Małe kroki powodują, że przyzwyczajamy się do rutyny. Wtedy wyjście ze strefy komfortu nie jest podejmowaniem decyzji, tylko czynnością automatyczną. Nie myślę o tym, tylko przekręcam kurek i jest zimna woda. Na początku było ciężko, a teraz robię to automatycznie. Tak samo z innymi rzeczami. Staram się rano wstać, żeby biegać. Ważne jest to, żeby wyrobić sobie parę zdrowych nawyków. Nie za dużo. Jedna rzecz na tydzień.

 

Karolina: Zdecydowanie coś co wyniosę z tej rozmowy, to zimne prysznice i próba morsowania. Ostatnimi czasynatchnęłam się na wiele materiałów, które potwierdzają niesamowite działanie tej metody. Myślę, że warto przełamać te pierwsze kilka razy, kiedy nie chce się nam podjąć jakieś decyzji, bo chyba efekt jest świetny, prawda?

 

Marek: Ważne jest poczucie sprawczości. Coś robimy i to się dzieje. Nie brać też na siebie zadań, których później nie możemy wykonać. Fajną próbą jest post. 1, 2 lub 3 dni postu. Raz zrobiłem 21-dniowy post, tylko woda i herbata. Super doświadczenie.

 

Karolina: Rozumiem, że byłeś pod opieką jakichś specjalistów?

 

Marek: Pod swoją opieką. Moim przyjacielem jest też lekarz,z którym pracujemy nad poziomem mojego zdrowia.Oczywiście radziłem się go, ale moje ciało jest przyzwyczajone do różnych warunków. Podczas wyprawy na biegun schudłem 30 kg. Na początku ważyłem 95 kg, a potem około 67 kg. Mój organizm się już zaadaptował do różnych zmian. Zacząłem najpierw od postu 3dniowego, potem był10dniowy i 14-dniowy. Tak naprawdę nie chodzi o długość, a o to, żeby robić to regularnie. Na przykład raz na miesiąc lub na tydzień jeden dzień postu. To ważniejsze niż zrobienie jednego długiego. Chciałem zobaczyć, jak to jest. Czułem się dobrze. Teraz myślę o tym, żeby przynajmniej raz w miesiącu robić taki 3dniowy post. Na przykład w ostatni weekend miesiąca, od piątku do niedzieli.

 

Karolina: Czy motywacja do tego, żeby kultywować te zdrowe nawyki wynika u Ciebie z wiedzy, że jest przed Tobą wyprawa? Czy perspektywa tego, że musisz być sprawny napędza w Tobie samodyscyplinę?

 

Marek: Wiem, że jeśli mam żyć to chcę się dobrze czuć. Życie z problemami zdrowotnymi nie jest czymś fajnym. Wyprawy to oczywiście też część tej „gry”. Też są mobilizacją do utrzymania zdrowia. Nieraz taki ekstremalny wysiłek powoduje, że oczyszczamy się ze wszystkiego, resetujemy ciało i umysł. Generalnie to zdrowie jest celem samym w sobie. Chcę być zdrowy, żeby zdrowo myśleć i móc robić w życiu to co chcę. Jak będę chory to moje życie bardzo się zawęzi. Oczywiście jeśli zdarzy mi się choroba to trudno, ale lepiej mieć do wyboru więcej możliwości. Lepiej móc nurkować, skoczyć ze spadochronem albo przepłynąć jachtem świat dookoła. Niekoniecznie trzeba to robić, ale dobrze mieć taką możliwość mentalną. A nie myśleć, że nie dam rady, kręgosłup mnie boli, mam cholesterol, to nie dla mnie. Wolę życie, które jest pełne możliwości niż pełne ograniczeń.

 

Karolina: Fajnie, że użyłeś słowa „gra”. Czy uważasz, że życie to gra?

 

Marek: Jako filozof miałem teorię gier na studiach. Gra w sensie schematów, które się powtarzają. Życie jest grą, ale nie w sensie hazardowym. Można powiedzieć w przenośni, że życie jest grą z przeznaczeniem. W grze są zasady, różne możliwości wyniku, różne możliwości wpływania na posunięcia. Myślę, że w tym sensie życie jest grą.

 

Karolina: Ja myślę, że daje nam to większe poczucie sprawczości, bo wiemy, że jest to swojego rodzaju zabawa i, że nasz ruch bezpośrednio wpływa na to, co dostaniemy w zamian. Wybadanie tego gruntu jest dużą frajdą. Kończąc, chciałabym Cię zapytać, co Twoim zdaniem jest ważniejsze, posiadanie czy realizowanie marzeń? I czy muszą być to dwa przeciwstawne pojęcia?

 

Marek: Nie muszą. Można mieć marzenia i je spełniać. Lubię dwie te rzeczy. Są one częścią tego samego. Żeby móc realizować marzenia trzeba je najpierw mieć. Logicznie rzec biorąc posiadanie marzeń jest więc ważniejsze. Dla niektórych ludzi najważniejsze jest jednak działanie. Oni nie zastanawiają się za bardzo nam światem wewnętrznym. Ja czytam dużo komiksów. Codziennie czytam jeden komiks czy też powieść graficzną. Czytanie komiksów różni się trochę od czytania książek (chociaż je również czytam). Do czytania książek potrzebna jest tylko jedna półkula. Zawsze intuicyjnie czułem, że czytanie komiksów bardzo rozwija i dopiero ostatnio znalazłem na to naukowe uzasadnienie. Żeby czytać komiksy potrzebne są dwie półkule mózgu. Obraz i słowo. Czytanie komiksów bardziej angażuje człowieka i sprawia, że jest się bardziej kreatywnym. Kiedy je czytam, czuję jakbymprzeżywał te przygody, jakbym tam był. Nie ma dla mnie różnicy pomiędzy rzeczywistością, a marzeniami. Czasem realizuje marzenie, ale to nie jest najważniejsze. Jako dziecko żyłem w świecie książek i to był mój świat. Na koniec rzeczywistością nie jest to co jest na zewnątrz tylko to co jest w naszej głowie. Jest taka książka Artura SchopenhaueraŚwiat jako wola i wyobrażenie. Wydaje mi się, że światy w naszej głowie są światami wyobrażonymi, a rzeczywistość jest odbiciem tych światów. Puentując, bardzo podoba mi się zdanie: „Chociażbym był zamknięty w skorupce orzecha i tak będę czuł się władcą nieskończonych przestrzeni.” – to Shakespeare. Wydaje mi się, że nasza głowa to ten orzech, aczaszka jest skorupką. W głowie możemy być władcami nieskończonych przestrzeni i to mi się podoba w grze w życie.

 

Karolina: Można tutaj postawić wielokropek i zadać jeszcze dziesięć innych pytań, ale wydaje mi się, że podzieliłeś się tak wieloma ciekawymi anegdotami i przemyśleniami, że będzie to ogromna wartość dla naszych słuchaczy. Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę i wszystkich zachęcam do obserwowania Ciebie, Twojej fundacji i wszystkich działań, które realizujecie. Wierzę, że każda osoba, która posłucha tej rozmowy wyniesie z niej chociaż jedną rzecz. Ja zamierzam brać zimne prysznice J Życzę Ci dużo zdrowia i powodzenia w przygotowywaniu do wyprawy, tej i kolejnych, bo wiem, że na pewno będę.

 

Marek: Dzięki Karolina, wszystkiego dobrego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *