PODCAST #134 Karo Góralska: TCM, czyli o podstawach tradycyjnej medycyny chińskiej

Z TCM, czyli tradycyjna medycyną chińską spotkałam się po raz pierwszy dwa lata temu podczas Kongresu Medycyny Integralnej, ale dopiero niedawno zaczęłam zgłębiać wiedzę na jej temat. Stało się to głównie za sprawą akupunktury, a konkretnie osoby, do której na nią chodzę. Tak się składa – gościni mojego dzisiejszego odcinka.

Karo Góralska do dyplomowana naturopatka, specjalistka tradycyjnej medycyny chińskiej. Zaprosiłam ją do podcastu, aby porozmawiać o głównych założeniach tcm w kontekście holistycznego dbania o zdrowie. Dowiemy się czym jest energia życiowa qi, co oznacza yin i yang oraz za co odpowiadają i co reprezentują w naszym życiu (oraz w ciele i umyśle!) żywioły.

Dodatkowo poznamy wskazówki dotyczące zdrowego odżywiania, sezonowości i oczyszczania organizmu. Jest to niezwykle wartościowa pigułka wiedzy o mądrościach chińskiego systemu medycznego, życzę Wam zatem przyjemnego słuchania!

 

Dołącz do wiosennego detoksu:

 

Umów się na akupunkturę:

k.goralska@nrglegal.pl

 

Ten odcinek powstał we współpracy z BookBeat, czyli moją ulubioną aplikacją do słuchania audiobooków.

Z kodem KARO dostaniecie darmowy dostęp do apki przez 4 tygodnie!

http://bookbeat.pl

 

Zamów Codziennik w przedsprzedaży tylko do 21.03:

http://karolinasobanska.com/presale

 

Transkrypcja treści odcinka:

 

Karolina: Cześć. Jest mi bardzo miło gościć Cię w podcaście. Dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie. Porozmawiamy dziś o TMC (Tradycyjna Medycyna Chińska). Sama się dziwię, że tego tematu nie było u mnie wcześniej, a podcast ma już prawie trzy lata. Mam nadzieję, że zarówno ja, jak i moi widzowie, dowiemy się wielu nowych rzeczy z tego odcinka. Na sam początek powiedz nam proszę, czym jest Tradycyjna Medycyna Chińska? Przybliż nam ogólne założenia tej dziedziny, sztuki.

 

Karo: Cześć. Ja też dziękuję za zaproszenie. Bardzo mi miło. Myślę, że może po prostu czekałaś na rozmowę ze mną. [śmiech] Tradycyjna Medycyna Chińska, to dziedzina medycyny, a nie nauka, która powstała nie wiadomo skąd i jest adaptowana jako mądrość ludowa. Aczkolwiek rzeczywiście wywodzi się ona z mądrości ludowej. Jej początki pochodzą z przekazów ustnych, ze starożytnych Chin. Pierwsze dzieło spisane z medycyny chińskiej datowane jest na mniej więcej 2000 lat p.n.e. Patrząc na to w ten sposób, jest to naprawdę bardzo stara dziedzina. W Chinach studiuje się medycynę chińską. Są szpitale i lekarze, którzy są w niej wyspecjalizowani. W swoich założeniach jest ona porównywalna do naszej medycyny konwencjonalnej. 

 

Karolina: Robiąc mały research do naszej rozmowy znalazłam artykuł, który jasno mówi, że podejście medycyny chińskiej do zdrowia człowieka jest jednak dość odmienne od tradycyjnego założenia zachodniego. Nie myślimy o chorobie na start, tylko skupiamy się na jej braku. 

 

Karo: Powiedziałabym, że medycyna chińska jest o zdrowiu, a nie o chorobie. W starożytnych Chinach, na dworach cesarskich płaciło się lekarzom medycyny chińskiej za to, żeby cesarz był zdrowy. Natomiast jeśli chorował, lekarza się zwalniało. Taka była filozofia i właściwie tak powinno być. Medycyna chińska jest o zdrowiu i balansie. Najprawdopodobniej to, najbardziej odróżnia ją od medycyny konwencjonalnej, w której w większości przypadków skupiamy się na chorobie. Idziemy do lekarza, kiedy czujemy się źle. Oczywiście do lekarza medycyny chińskiej też idziemy, kiedy czujemy się źle. Jednak przede wszystkim, lekarz ten dba o to, żebyśmy czuli się dobrze. Głównym założeniem medycyny chińskiej jest to, że my jako ludzie, jesteśmy częścią wszechświata. Nasze ciało jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się na zewnątrz. Jesteśmy wrażliwi na przepływ energii, pogodę, pory roku, fazy księżyca, bo jesteśmy częścią tego wszechświata. W związku z tym, medycyna chińska jest o przywracaniu albo utrzymywaniu balansu i równowagi człowieka we wszechświecie. 

 

Karolina: Powiedziałaś o jedności, równowadze. Ciekawi mnie jakie są kolejne filary, zasady i założenia w medycynie chińskiej.

 

Karo: Zaczęłabym od tego, że przede wszystkim mówimy o Qi (Chi), czyli o energii. Energia życiowa, czyli wszystko co nas otacza, jest w nas. Wszystko czym jesteśmy. Zgodnie z filozofią chińską: życie, nasze ciało i człowiek są zagęszczoną formą Qi, a śmierć to rozpuszczanie się Qi. Jesteśmy przepływem Qi na przestrzeni czasu i w przestrzeni w ogóle. Qi jest traktowane jako nasz duch. I to co jest w nas płynne, i to co jest w nas stałe. W filozofii chińskiej, to nawet coś więcej niż energia. To siła życiowa. W ajurwedzie mówi się na to Prana. Energia, siła życiowa, coś co napędza przyrodę i nas do ruchu, rozwoju, ale też do spokoju i zatrzymania się. Jest to pierwsza rzecz, na którą lekarz medycyny chińskiej zwraca uwagę. W czasie spotkania sprawdzam Twój puls i wnioskuję, jaki jest przepływ Qi w Twoich żyłach. Jak płynie krew. Czy płynie szybko, czy wolno, czy się zatrzymuje, czy jest gęsta. Wszystko czuję pod palcem. To jest właśnie przejaw przepływu Qi w Twoim ciele. To ten sam przejaw, który ma przepływ Qi, jeżeli płynie rzeka, która zimą się zamraża, potem po roztopach płynie szybciej, a latem jest bardziej wyschnięta. Rzeka zamraża się nie tylko dlatego, że zamraża się woda, ale to Qi ją ściąga. To jest to, co przekładamy na nasze ciało, diagnozując je i patrząc na nie z perspektywy medycyny chińskiej. To pierwszy segment, na który lekarz medycyny chińskiej zwraca uwagę patrząc na pacjenta. Drugi element to zasada yin i yang, czyli zasada przeciwieństw, które są jednością. Na pewno kojarzysz znak yin i yang. Znak dwóch przepływających się pól, czarnego i białego, z białą i czarną kropeczką w środku. To najpiękniejszy obraz pokazujący czym jest yin i yang. Wszystko jest całością, jednością, a jednocześnie jest rozdzielone. W każdym yin jest trochę yang i w każdym yang jest trochę yin. Jeśli jest bardzo mało yang, to przechodzi to od razy w yin. Jeżeli jest bardzo mało yin, to przechodzi to od razy w yang. Jeżeli popatrzymy na nasze ciało i otaczającą nas rzeczywistość, to yin i yang mamy wszędzie. Jest to ciepło i zimno, kobiety i mężczyźni. Kobiety są yin, a mężczyźni yang. To jasność i ciemność, smutek i radość, góra i niebo, słońce i niebo, krew i kości. To następny element, jaki bierze się pod uwagę patrząc na pacjenta, człowieka. Czy te dwa elementy są w nim wyrównane? Czy komuś jest ciągle gorąco, rozbiera się, szybko zapala, ma dużo energii, ale szybko się też denerwuje? Wtedy to będzie yang. Jest to idące do góry, rozprzestrzeniające się. Yin będzie osoba bardziej spokojna, wycofana. Często ma więcej ciała, bo yin, to też materia, substancja. Osoby yin będą trochę większe. Będą spokojniejsze, trochę chłodniejsze i nie będą miały tyle emocji. Wszystko musi być jednak w równowadze, czyli osoba yin musi mieć też yang. Yang to ruch, trawienie, siła, która napędza nas do życia – krew, ciepło, wszystko co jest nam potrzebne, żeby prawidłowo funkcjonować. Wszystko to, co widzimy w przyrodzie i w czasie zmieniających się pór roku, dnia, można zaobserwować poprzez fluktuację yin i yang. Trzeci filar, to pięć elementów, od których zaczęłaś. Są to elementy, a nie żywioły, bo o żywiołach będziemy mówić w ajurwedzie. Jest to element drzewa, ognia, ziemi, metalu i wody. 

 

Karolina: I co to znaczy?

 

Karo: To pięć składników, z których złożone jest wszystko. Z tego składa się świat. Nasze ciało też będzie składało się z tych pięciu elementów. Oczywiście na swój sposób, bo nie mamy w sobie metalu ani drewna. Każdy z tych elementów ma swoją specjalistyczną charakterystykę. Tę charakterystykę możemy odnaleźć w świecie zewnętrznym i na poziomie naszego ciała. Spójrzmy na to z perspektywy pór roku, bo tak będzie nam najłatwiej to zrozumieć. Patrząc na pory roku, możemy jednocześnie popatrzeć na siebie. Na to, co dzieje się w nas, w danej porze roku. Wiosna jest charakteryzowana jako przynależna do elementu drzewa. Jest zielona, a to kolor elementu drzewa. Wiosna ma ruch energetyczny do góry, wzrastający. Jest kreatywna i świeża. Niesie za sobą życie, pnie się w górę i rozwija. Może już zaobserwowałaś, że budzisz się trochę wcześniej. Jest tak dlatego, bo energia zaczyna się podnosić. Symbolicznie rzecz ujmując, zaczyna kiełkować nowe życie. Po wiośnie przychodzi lato. To czas, kiedy wszystko dojrzewa i pęcznieje. Jest ciepło, gorąco. Cieszymy się i mamy najwięcej radości życia. To czas ognia. Ogniem jest to gorąco. To dzieje się również w nas. 

Pocimy się i wolimy zimniejsze pożywienie, bo mamy więcej ognia z zewnątrz. Siłą rzeczy mamy też więcej ognia w środku, bo chłoniemy go z natury. Kolejny element to ziemia. Następuje późne lato (babie lato). To sierpień i początek września, kiedy wszystkie owoce są dojrzałe. Wszystko jest wręcz nabrzmiałe. Ciągle jest jeszcze ciepło, ale wieczorami jest już trochę chłodniej. Energia jest ciągle gorąca. Rozprzestrzeniła się i wysyca. Pewnie znasz to uczucie, kiedy pod koniec lata czujesz się napęczniała słońcem. Czujesz się dojrzałą brzoskwinką. [śmiech]

 

Karolina: Jestem gotowa na sweter. [śmiech]

 

Karo: Dokładnie tak. Następny jest element metalu. To jesień. Metal jak magnes ściąga w dół. Czas, kiedy soki wracają do korzenia, z drzew opadają liście, wszystko się wysusza. Na jesień włączamy kaloryfery i mówimy, że mamy od nich suchą skórę i włosy. Nie jest to jednak tylko kwestia kaloryfera. Tak jak soki zaczynają być odciągane z liści do korzenia, tak samo z naszych włosów i skóry, soki i nawilżenie zaczynają być sprowadzane w dół. Jest to czas suchości, którą mamy na zewnątrz i możemy zaobserwować ją też w środku.  Później przychodzi zima, czyli czas swetra, koca i gorącej herbaty. To czas hibernacji. Wszystko jest niestałe i niechętne do poruszania się. My też w tym czasie najchętniej siedzimy w domu, jesteśmy na kanapie, pod kocem. Nie jest to czas na rozwijanie się, podejmowanie intensywnych aktywności fizycznych ani nic, co jest wysokoenergetyczne. Energia jest schowana głęboko i jest to czas, żeby ją tam zakonserwować i pozwolić się jej zregenerować, żeby na wiosnę, w elemencie drzewa mogła podnieść się i dalej funkcjonować. 

Idąc dalej, do każdego z tych żywiołów przyporządkowane są organy naszego ciała. Każdy organ ma swoją własną energetykę związaną z tym elementem. Lekarz medycyny chińskiej wiedząc do jakiego organu przyporządkowany jest dany żywioł (bądź jaki żywioł przyporządkowany jest danemu organowi), patrząc na niego, będzie wiedział w jakim stanie jest ten organ lub cała cześć ciała przez niego zarządzana. Będzie wtedy podejmował strategię, aby zbilansować ten organ, czyli doprowadzić do stanu, żeby żywioł był wyrównany i nie był atakowany przez inne żywioły i elementy, która nie będą sprzyjające dla działania danego organu.

 

Karolina: W takim razie, które organy są najważniejsze dla naszego funkcjonowania? Można powiedzieć, że w zachodniej medycynie wszystkie organy są ważne i mają swoje zadanie. Wiem jednak, że w medycynie chińskiej są ośrodki, które mają największe znaczenie i mogą powodować całą kaskadę konsekwencji dla naszego zdrowiu. Wiem, że na pewno będzie tam niedoceniona śledziona. 

 

Karo: Niedoceniona z naszej perspektywy, bo u nas mówi się o niej mało.

 

Karolina: Wręcz wcale. Powiem szczerze, że nigdy nikt nie poruszył ze mną tego temu, a o zdrowiu rozmawiam dosyć często. 

 

Karo: Śledziona jest tajemniczym organem. Myślę, że każdy organ jest ważny, bo jest elementem całości i służy do zbudowania konstruktu, którym jest nasze ciało. W związku z tym, wyróżnienie jednego organu, nie będzie zgodne z założeniami filozofii i medycyny chińskiej. Natomiast podstawą, źródłem życia, wody i ognia w organizmie, czyli źródłem yin i yang są nerki. Musimy jednak zrozumieć, że w medycynie chińskiej, raczej nie odnosimy się do konkretnego organu. Używamy stwierdzenia „organ”, bo jest to pewne ułatwienie i uproszenie. Mówiąc jednak o organie np. nerkach, pęcherzu moczowym czy sercu, mówimy bardziej o tym, jaką rolę spełnia on w naszym organizmie. Co ciekawe, organy spełniają rolę fizjologiczną, ale są też siedzibą pewnych cech psychologicznych. Serce jest siedzibą radości, a płuca są związane ze smutkiem. W związku z tym, jeżeli pewnych emocji będzie w naszym życiu za dużo albo za mało, to też będzie wpływało to na dany organ. Nie będą tylko uszkadzały serca, ale cały system tego, co serce robi w naszym ciele. Wracając do pytania, najważniejszym organem i źródłem są nerki. Tak naprawdę, to one zarządzają tym, co wprowadza nasze ciało w ruch. One tworzą ogień – yang. A yang powoduje, że możliwe jest powstawanie i tworzenie się yin, czyli substancji. W ramach szczególnego rozprowadzania energii i zasilania nią pewnych organów, możliwe jest działanie trawienia. Śledziona i żołądek mogą działać – rozumiane jako system trawienny. Potrzebują one równocześnie ciepła oraz nawilżenia. Dostają to od nerek. Można wyobrazić sobie, że nerki są wielkim ogniskiem rozpalonym pod kotłem, w którym gotuje się śledziona i żołądek. Im lepiej pali się ognisko, tym lepiej jesteśmy w stanie ugotować strawę. Z drugiej strony patrząc, jeżeli włożymy do kotła zamarznięte jedzenie, to zmarnujemy ogień nerek. Trzeba to najpierw rozmrozić, a dopiero potem zacznie się to gotować. 

 

Karolina: Czy powiedziałabyś, że rola trawienia w naszym zdrowiu jest bardzo ważna?

 

Karo: W systemie chińskim są różne szkoły. Jest tzw. szkoła środka, która uważa, że rola trawienia – śledziony, żołądka, trzustki jest najważniejsza. Wszystko się tam zaczyna i wszystko się tam kończy. Są też inne szkoły, ale ja tę lubię najbardziej. Zajmuję się też dietetyką, więc tym bardziej uważam, że rola trawienia jest istotna. Faktycznie jest tak, że dopóki system trawienny działa, to pacjenta można uratować i pacjent będzie żył. Natomiast jeżeli system trawienny siada i nie trawi, to też się nie odżywia. To nie jest tajemnica. Na gruncie medycyny zachodniej, też można o tym powiedzieć. 

 

Karolina: Pytam o to, bo interesując się ajurwedą. Już wiele lat temu, spotkałam się ze stwierdzeniem, że wszystko sprowadza się do tego, żeby wyregulować nasze trawienie. Wtedy inne rzeczy w naszym ciele zaczynają śmigać i funkcjonować. Tak jak powiedziałaś, medycyna zachodnia też na pewno zdaje sobie z tego sprawę. Natomiast nadal wydaje mi się, że mała uwaga jest poświęcona temu, w jaki sposób się odżywiamy i jak możemy zadbać o nasze trawienie (choć oczywiście, to nie jest tylko kwestia trawienia). Wszystkie organy są związane z naszymi emocjami. Nie jesteśmy w stanie samą dietą sprawić, że będziemy zdrowi. Jest to praca na wielu płaszczyznach. Ciekawi mnie jak wygląda taki proces i praca z lekarzem medycyny chińskiej. Po jakiego typu środki sięgamy? Kiedy myślimy o lekarzu i o medycynie, to zakładamy, że ktoś przepisze nam jakieś leki. Poznawszy teorię medycyny chińskiej widzimy, że jest tak wiele różnych procesów, że aż prosi się, o jakieś nieco bardziej holistyczne rozwiązanie. Może coś bardziej skomplikowanego, ale też bardziej skutecznego niż jakaś pigułka. Ciekawi mnie, czego może się spodziewać osoba, która chciałaby zadbać o swoją wewnętrzną równowagę po konsultacji z lekarzem?

 

Karo: Terapia medycyny chińskiej opiera się na trzech filarach. Pierwszy, bardzo istotny to dietetyka – zalecenia żywieniowe. Dietetykę można podzielić na dwa nurty. Dietetykę codzienną, czyli styl życia jaki zaleca się pacjentowi, patrząc na jego konstytucję – to kim jest w danym momencie i co ze sobą niesie. Druga część to dietetyka medyczna, czyli potrawy, które zaleca się pacjentowi do ugotowania. Dietetyka jest podstawą. Często już po wprowadzeniu w życie zaleceń żywieniowych, dolegliwości się zmniejszają. Poprawiają się też rzeczy, które nie wiedziałaś, że Ci nie działały, a nagle czujesz się lepiej. [śmiech]

 

Karolina: Na przykład śledziona.

 

Karo: Druga rzecz to ziołolecznictwo. Lekarz medycyny chińskiej, oczywiście jeśli będzie widział potrzebę, zapisze Ci receptury ziołowe. Mogą być to receptury z ziół chińskich. Będzie to wtedy klasyczna medycyny chińska, w rzeczywiście chińskim wymiarze. Używa się też ziół zachodnich, sklasyfikowanych zgodnie z medycyną chińską. Są lekarze medycyny chińskiej, którzy zapisują mieszanki ziół zachodnich. Zioła zachodnie są tam traktowane inaczej niż w naszej tradycyjnej wiedzy np. w medycynie słowiańskiej. Będą to jednak te same zioła: krwawnik, tymianek, lipa, mięta, melisa. Co ciekawe, ziołolecznictwo chińskie też wywodzi się z dietetyki. Najpierw była dietetyka, a potem zioła. Sposób ich klasyfikacji, sposób przygotowania i preparowania jest wzorowany na tym, co robimy w kuchni. Zioła często się praży, maceruje, praży na patelni, moczy w wodzie – tak samo, jak przygotowujemy posiłek. Trzecią terapią, jaką może zastosować terapeuta jest akupunktura i terapia igłami, której miałaś przyjemność zaznać. Akupunktura służy do przewrócenia przepływu energetycznego w ciele. 

 

Karolina: Zacznijmy więc od punktu pierwszego – dieta. W jaki sposób należy się odżywiać, jeśli chcemy podążać za zasadami medycyny chińskiej?

 

Karo: To zależy kim jesteś. 

 

Karolina: Super, że to mówisz. Mi cały czas wjeżdża ajurweda, w której wyróżniamy różne typy ludzi. Ciekawi mnie czy tak samo jest w medycynie chińskiej? Potrafimy sklasyfikować ludzi do jakichś podgrup np. bardziej yin lub yang?

 

Karo: Znam to podejście ajurwedy. W medycynie chińskiej nie ma aż tak ścisłej klasyfikacji, ale oczywiście są osoby, które są bardziej yin lub bardziej yang. Będą też osoby, które będą yin, ale będą yang w tym yin. Bądź yang, ale będą yin w tym yang. Tych klasyfikacji jest trochę więcej. Będą również osoby, które będą miały więcej cech przyporządkowanych żywiołom. Są osoby, które są bardziej typem ziemi, ognia albo metalu. Pewne cechy budowy ciała i charakteru będą wskazywały, że ktoś ma czegoś więcej bądź mniej. Natomiast nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to, jak się odżywiać. To coś pięknego w medycynie chińskiej i bardzo innego od tego, co powszechnie znamy w naszym życiu. Na zachodzie mamy tendencję, że jeśli coś wydaje nam się dobre, to myślimy, że będzie dobre już zawsze. Myślimy też, że będzie dobre dla wszystkich. Mówimy, że coś jest zdrowe, coś trzeba jeść albo czegoś trzeba nie jeść. To jest pułapka, ponieważ nie wszystko, nie zawsze i nie dla każdego. Są jednak pewne założenia, które będą właściwe dla większości osób. Pierwsza sprawa to odstawienie mrożonego. Nie będzie miało ono w sobie Qi, energii życiowej. W związku z tym, żeby strawić jedzenie będziesz musiała oddać mu energię. A założenie jest takie, że to co jesz, ma wzbogacać Ciebie. To ma Cię odżywić, a nie tym masz odżywić najpierw to, co masz w żołądku, zanim to odżywi Ciebie. Drugi aspekt to to, że będziesz poproszona o odstawienie jedzenia odgrzewanego w kuchence mikrofalowej. Proces, który tam zachodzi, nie ma nic wspólnego z gotowaniem. On również nie będzie odżywczy, w kontekście dostarczania sobie energii życiowej. Trzeci aspekt, to zrezygnowanie z jedzenia wysoko przetworzonego, przyrządzanego chemicznie lub poddawanego naświetleniom, w celu konserwacji. Wszystkie te sposoby, zabijają energię życiową. Czasami są takie sytuacje, że ludzie jedzą bardzo zdrowo, bo sami gotują, mają ekologiczne składniki, sami sieją sobie zioła, a jednak nie są zdrowi i coś dzieje się z ich systemem trawiennym. Potem się okazuje, że gotują, ale mrożą wszystko na zapas, a potem odgrzewają w mikrofalówce. Więc mimo tego, że jedzenie było pełne Qi i energii, to potem przez proces zamrażania i rozmrażania, właściwie jemy szmatę. Lekarz medycyny chińskiej na pewno zaleci Ci gotowanie. To nie jest tak, że jedzenie surowych rzeczy jest zabroniona dla każdego, ale podstawą powinno być jedzenie gotowane. Nawet jeżeli surowe jedzenie będzie ekologiczne i bardzo czyste, to odżywiając się tylko nim, bardzo dużą ilość naszego Qi będziemy musieli wydatkować na to, żeby je dokładnie strawić, ogrzać i dostosować do tego, żeby potem wyciągnąć z niego to, co jest dla nas odżywcze. W związku z tym medycyna chińska mówi: korzystaj z tego, co zostało wynalezione, czyli z ognia. Dzięki temu jedzenie będzie bardziej odżywcze. Kolejna rzecz, która jest bardzo fajnym przekazem, który powie Ci terapeuta: korzystaj z tego co masz blisko, czyli jedz lokalnie i sezonowo. Lokalnie wcale nie oznacza, że musi być to posiane u Ciebie w ogrodzie, bo dzisiaj mamy inne możliwości. Lokalne oznacza to, co mamy w danej szerokości geograficznej, klimacie i porze roku. Coś, czym odżywiali się ludzie dawno temu. Weźmy przykład cytrusów. U nas one nie rosną. Rosną w krajach ciepłych, egzotycznych i tropikalnych. Rosną tam dlatego, że ludzie tam mieszkający potrzebują schłodzenia, odświeżenia. Cytrusy będą więc działały na nasz organizm ochładzająco i odświeżająco. Mówi się potocznie, że sezon na cytrusy jest zimą. Pewnie tak jest, bo wtedy są one najlepszej jakości. Ale i tak przyjeżdżają do nas z daleka. Kiedy za oknem jest zima, śnieg i lód, to zamiast wypić ciepły kompot z gruszek, (bo w tym czasie gruszki jeszcze zimują w skrzynkach) to my pijemy zimny sok z pomarańczy i dziwimy się, że jest nam zimno, miewamy rozwolnienia, nie jesteśmy w stanie strawić innych rzeczy, a po posiłku mamy wzdęty brzuch. A przecież to nie były strączki tylko z świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, który jest zdrowy i ma dużo witaminy C. Przechodząc na jedzenie w większości gotowane, które mamy w zasięgu ręki – o tej porze roku będą do bulwy i korzenie np. marchewka, seler, pietruszka, dynia, buraki – już będziemy robić sobie lepiej niż gorzej.

 

Karolina: To co powiedziałaś o cytrusach, to spora pułapka. W tym sezonie nie ma innych owoców. Mamy co prawda jabłka i gruszki, ale one nie wydają się być aż tak atrakcyjne. Wydaje się nam więc, że to idealny czas na wszystkie tropikalne kombinacje. Sama też tak uważałam. W moim domu rodzinnym, mandarynki i pomarańcze królowały przez całą zimę. Wracając do tego, co mówiłaś à propos surowizny, to ja sama byłam świetnym przykładem osoby na zdrowej diecie, która mi nie służyła. Robiłam sobie ogromne sałatki, które mnie nasycały, ponieważ były naprawdę duże objętościowo. Były tam same super składniki i dodatki. Była też w nich kasza i jakiś rodzaj strączka, ale podstawę stanowiła tona surowego jarmużu. Dziwiłam się wtedy, że nie mam siły, mój brzuch jest wzdęty, a trawienie beznadziejne. Zastanawiałam się o co chodzi. Przecież jem sam jarmuż, a to czyste zdrowie i składniki odżywcze. W kontrze do trendu jakim jest surowe jedzenie i wariacje na temat diety witariańskiej, nagle ktoś mówi: gotuj. Dla mnie to super, szczególnie, że wiesz mniej więcej jaka jest moja konstytucja. Od zawsze bardzo lubię gotowane rzeczy. Od dziecka wybierałam to, co było ugotowane. Jako dodatek do obiadu, zawsze wybierałam gotowane warzywa. Dla mnie była to wspaniała wiadomość, że tak mądry i złożony system jakim jest medycyna chińska mówi mi, że moje ciało podpowiadało mi dobrze. Gotowane jest zdrowe. Czasami w medycynie chińskiej są rekomendacje, żeby gotować coś kilka godzin. Mówi się jednak, że wtedy wygotowują się składniki odżywcze. Jak odnosi się do tego medycyna chińska i jak to argumentuje?

 

Karo: Jest to temat, który często pojawia się w medycynie chińskiej – co z witaminami? 

Oczywiście nie ma na to odpowiedzi, bo medycyna chińska tak naprawdę się nimi nie zajmuje. Tu nie chodzi o to, żeby zupełnie odstawić surowe pożywienie. Chodzi o to, żeby surowe pożywienie było jednym z elementów, które będziesz mieć na talerzu. Na przykład będzie to gulasz warzywny (coś ugotowanego z warzyw), do tego zboże, trochę czegoś odżywczego w zależności od tego jak się odżywiasz – może być to mięso, ryba, strączki, orzechy lub jakaś kombinacja tych elementów. Do tego łyżka surówki z marchewki, sałaty, posiekanej rukoli albo jakiejkolwiek surowizny. Wtedy będzie ona świetnie balansowało to, co masz na talerzu. W takiej kombinacji będzie odświeżała i pozytywnie wpływała na trawienie. Surowizna jako dodatek, jak najbardziej powinna się pojawiać. Jeżeli będziesz jadła w taki sposób regularnie, to będziesz dostarczała sobie witamin. Chociaż czasami je przewartościowujemy. Co z tego, że przyjmiesz dużo witamin jak ich nie strawisz, bo Twój system trawienny będzie zamrożony. Możesz jeść ich ogromną ilość, a one i tak przez ciebie przelecą albo się zatkają i niewiele będzie z tego wynikało. Gotowanie kleiku ryżowego, czyli chińskiego congee, trwa wiele godzin – cztery, sześć, a czasami nawet dłużej, jeżeli ma być to kleik, który służy rekonwalescencji i ma być lekarstwem, a nie tylko podstawą pożywienia. Najbardziej optymalnym rozwiązaniem byłoby gotowanie na ogniu. Nie wszyscy mamy jednak w domu gaz, trzeba więc zadowolić się tym, co mamy. Przez długotrwałe gotowanie dostarczamy pożywieniu ekstra yang, czyli ciepła. Jeśli coś się długo gotuje, ma też więcej Qi. W związku z tym, jest dużo bardziej odżywcze w yang, czyli dla osób przeziębionych albo tych, które złapały zimno i mają więcej yin. Tak długo gotowany kleik będzie cudownym lekarstwem. Oczywiście można, a nawet trzeba dodać do niego jakieś inne rzeczy. Wtedy nadal będzie lekkostrawny. W związku z tym nas odżywi, nawilży. Dostarczy nam yang dlatego, że jest długo gotowany i yin dlatego, że jest nawilżający. Nie obciąży naszego systemu pokarmowego, będzie więc idealnym pożywieniem na co dzień. W Chinach je się congee na śniadanie, żeby po długiej przerwie i poście nocnym rozgrzać żołądek i nie wrzucić go od razu na głęboką wodę. 

 

Karolina: Choć klei ryżowy nie brzmi pewnie zbyt dobrze dla wielu osób, to myślę, że można tę zdrową bazę urozmaicić różnymi dodatkami i wtedy będzie to coś pysznego. Sama jadłam kiedyś w restauracji congee i było bardzo fajnie przyprawione. Myślę, że to, co pozornie może wydawać się nam nudnym jedzeniem, później może okazać się czymś pysznym – jeśli przetrenujemy nasze kubki smakowe. 

 

Karo: Zdecydowanie. Mamy też pewne wzory w głowie. Słyszysz kleik ryżowy, to przypomina Ci się choroba wieku dziecięcego i kleik ryżowy z marchewką, który jadłaś. Myślisz sobie – nigdy w życiu. Natomiast kleik ryżowy to tylko baza. To w pewnym sensie woda ryżowa, która może być też bazą do zupy. Kleik ryżowy gotuje się w proporcjach 1:10. Czyli na jedną porcję ryżu, dziesięć porcji wody. Po sześciu godzinach gotowania, ryż jest prawie zupełnie rozpuszczony (w zależności od tego jaki używasz). W powstałej wodzie możesz ugotować mięso, strączki, warzywa, a na wierzchu możesz położyć coś odświeżającego albo grillowane warzywa. Możesz polać to jakimś olejem, posypać orzechami lub pestkami. Masz wtedy pełnowartościowy posiłek, którego bazą jest ciepła, ugotowana zupa.

 

Karolina: Dla mnie brzmi to fantastycznie, bo uwielbiam takie rzeczy. Ciekawi mnie kwestia zmiany diety wraz z porami roku. Teraz mówimy o zimie. Wspomniałaś o gotowaniu, bulwach i o tym, co zostało nam jeszcze w zapasach. Natomiast za moment mamy wiosnę i jestem ciekawa jak zmieni się nasz talerz? Czy rzeczywiście zaprosimy wtedy do swojej diety więcej surowych rzeczy? Czy nie jest to czasem idealny czas na oczyszczanie? Jaki jest stosunek medycyny chińskiej do oczyszczania? To kontrowersyjny temat w świecie medycyny zachodniej i dietetyki. Jest bardzo dużo różnych poglądów na temat tego, czy nasze ciało potrzebuje detoksu i jak go przeprowadzić. 

 

Karo: Zmiana diety wraz z porą roku, to właśnie sezonowość. Jemy to, co w danej porze roku daje nam natura. Jak będziemy zbliżali się do lata, a wiosna coraz bardziej zacznie gościć w naturze, to nasza dieta będzie się zmieniała. Będziemy wprowadzać więcej odświeżających dodatków i składników, które aktualnie będą na topie. Pewnie zaczniemy od rzodkiewek i szczypiorku. Potem, w miarę tego jak będzie cieplej, będziemy wprowadzać więcej owoców i świeżych warzyw. Warto pamiętać, że jest bardzo dużo możliwości przyrządzenia jednego składnika. Można zacząć od tego, że będzie on surowy, ale potem warto przejść przez różne elementy. Może być lekko ugotowany, ugotowany na parze, zblanszowany, ugotowany w szybkowarze, upieczony w piecu lub zrobiony na grillu. Gama różnych możliwości pokazuje, że w każdej porze roku można wykorzystać którąś z nich, jako tę bardziej właściwą. Zimą będziemy więcej gotować długo. Będziemy robić gulasze i długo gotowane zupy, bo będzie nam to potrzebne z uwagi na pogodę. Latem, będziemy częściej rzucać coś na grilla. Pomimo, że latem jest gorąco, to paradoksalnie wtedy też potrzebujemy ciepłego posiłku. Może nie rozgrzewającego, bo latem nie będziemy przyprawiać tak ostro, ale jako że sama pora roku i klimat wymusza na nas to, że musimy się chłodzić, to często jest tak, że popełniamy błąd i latem jemu tylko lody, sałatki i chłodniki. To nie jest dobre. Latem nasze yang, które mamy w środku, unosi się do powierzchni, żeby tę powierzchnię odpowiednio otworzyć. Pocimy się więc i wytrącamy nasze ciepło. Musimy je wtedy uzupełniać z zewnątrz. Dlatego latem jedzenie np. grillowanych warzyw, mięsa i gotowanych zup będzie nam bardzo potrzebne. To czego pozbawimy się latem, będzie potem pokutowało na jesieni. Lato i zima to dwa okresy, które wymagają tego, aby oczyścić po nich organizm z pozostałości. Mówię o detoksie. Detoks, który można przeprowadzić zgodnie z zasadami medycyny chińskiej, ma być przejściem z jednej pory roku do drugiej i przygotowaniem naszego organizmu na nową sytuację energetyczną – w tym przypadku mówimy o wiośnie. Zimą jemy więcej ciepłego i tłustego. Chętnie dokładamy sobie masło orzechowe, migdały, orzechy. Jeżeli jesz mięso, to gotujesz go więcej. Pijemy też więcej alkoholu, jemy więcej słodyczy, bo sprzyja temu i Boże Narodzenie i wszystkie święta wokół. Jest to czas siedzenia w domu i grzania się pod kocem. W związku z tym, zgodnie z założeniami dietetycznymi, dostarczamy sobie do organizmu bardzo dużo yang i bardzo dużo yin, ale takiego zawiesistego, tłustego, klejącego i ciężkiego. Teraz wyobraź sobie sytuacje, że masz małą cebulkę tulipana, która jest przygnieciona zwałem gliny. Biedny tulipan próbuje przejść przez tę glinę, ale nie ma na to szans. To jest nasza energia, którą mamy w środku. Zimą jest ona zakonserwowana, przykryliśmy ją warstwą gorąca, śluzu i wilgoci. Przez to, wiosenna energia nie ma szans wykiełkować i unieść się do góry. To jest to co nazywamy przesileniem wiosennym. Mówimy, że jesteśmy zmęczeni, bo idzie wiosna. To dokładnie to samo, co dzieje się z cebulką tulipana. Energia nie ma siły i nas wyczerpuje. Próbuje się przebić, ale nie może przez to, co jest w środku. Dlatego taki detoks robimy właśnie na wiosnę. Zgodnie z kalendarzem chińskim, wiosna zaczęła się już w zeszłym tygodniu. Patrząc za okno, u nas się jeszcze nie zaczęła, więc trzeba będzie poczekać z detoksem jeszcze miesiąc albo i dłużej. Dobrze jest zrobić taką kurację oczyszczającą, żeby wyprowadzić zawisłości i gorąco z naszego organizmu. Powoli wprowadzimy dietę wiosenną, po to, żeby energia miała wolne pole do rozprzestrzeniania. Żeby wiosna nas naprawdę cieszyła i żebyśmy nie spali wymęczeni na przednówku.

 

Karolina: Prowadzisz swoje detoksy. Jestem ciekawa, jak wygląda ten proces. Ile to trwa i na czym mniej więcej polega? Pytam, żeby nasi słuchacze mogli ewentualnie do tego detoksu dołączyć i nie robili go we własnym zakresie, bez odpowiedniego przygotowania. Warto zaznaczyć, że robienie go, powinno być zgodne z konkretnymi wytycznymi od specjalisty.

 

Karo: Detoks, który prowadzę, to detoks w duchu tradycyjnej medycyny chińskiej. Polega on na tym, że odstawiamy pewne produkty. Są to produkty takie jak: alkohol, kawa, nabiał, mięso. Odstawiamy też inne produkty, które generują wilgoć i gorąco. Nie będziemy używać więc cebuli, czosnku i ostrych przypraw, żeby nie dodawać sobie tego, czego chcemy się pozbyć. Z drugiej strony wprowadzamy grupy produktów, które będą wspomagały wyprowadzanie gorąca z organizmu. W dietetyce chińskiej wszystkie produkty są klasyfikowane według ich termiki, czyli według tego jakie są i jak na nas działają. Mogą być zimne, ciepłe, neutralne, gorące. Są też klasyfikowane według ich smaku. Każdy smak ma swoja energetykę. Smak gorzki jak np. kawa sprowadza w dół. Wszyscy wiemy jak czujemy się po porannej kawie i jaka to ulga ją wypić. Jeśli chcemy pozbywać się czegoś z organizmu, to lepiej jest używać smaku gorzkiego. W detoksie będziemy używać składników gorzkich, ale nie będzie to kawa. Będą to inne produkty, które będą miały jakość smaku gorzkiego. Trzeci punkt klasyfikacji zgodnie z dietetyką chińską, to jest to, na jaki organ oddziałowują. Wszystko co przyjmujemy będzie działało oczywiście na cały organizm, ale szczególnie na jakiś organ. Będzie go wspierało albo jeżeli będzie go za dużo, to będzie go wyczerpywało. Wiosna jest czasem drzewa, a drzewo jest przypisane do wątroby i pęcherzyka żółciowego. Będziemy używać produktów, które z jednej strony nie będą drażniły wątroby i pęcherzyka żółciowego, a z drugiej strony będą im pomagały we wzroście, prawidłowym rozwoju i będą umożliwiały im rozwinięcie się energetyczne. Jest to o tyle fajna koncepcja, że w czasie tego detoksu też się dużo je. Oczywiście odstawiamy bardzo dużo produktów. Jak zaczynamy i mówię: odstawiamy nabiał, mąkę, gluten, cukier, konkretne warzywa i owoce, to wszyscy pytają: co my będziemy jeść. 

 

Karolina: Kleik ryżowy.

 

Karo: Będzie i taki moment. [śmiech] Potem się jednak okazuje, że dziewczyny do mnie piszą i mówią: ciągle jem i chudnę. Detoks jest tak dobrany, że samo jedzenie danych produktów sprawia, że się oczyszczamy. Zawsze śmieję się w grupach, które prowadzę i mówię: jedzcie dziewczyny jedzcie, bo chodzi o to, żeby jeść, a nie głodować. To jest pewna zaleta. Sama mam już kilkunastoletnią historię moich detoksów. Zaczynałam od monodiety jaglanej i był to jeden z bardziej wymagających, ale i skutecznych detoksów jakie zrobiłam. Osobom, które są chore i potrzebują detoksu, na pewno zaleciłabym monodiety. Czasami jednak są one zbyt mocne i nużące. To, co dodają na poziomie fizycznym, odejmują na poziomie emocjonalnym. Bilans i tak jest negatywny.

 

Karolina: Kiedy powiedziałaś monodieta jaglana, wyobraziłam sobie kaszę jaglaną gotowaną na wodzie jako jedyne źródło pożywienia. Czy tak jest?

 

Karo: Dokładnie. 

 

Karolina: Moja znajoma była na diecie bananowej. Myślę, że brzmi to strasznie dla kogoś, kto siedzi w medycynie chińskiej. Wiem, że moja mama była też raz na diecie jabłkowej i przez tydzień jadła same jabłka. Myślę, że każdy składnik przeżywa swój moment sławy. 

 

Karo: Pamiętam, że kiedy moi rodzice byli na diecie odchudzającej, to jedli same ziemniaki i jajka. 

 

Karolina: To akurat brzmi fajnie. [śmiech]

 

Karo: Ale przez dwa tygodnie … [śmiech] Myślę, że był taki moment, że mieli już tego dość. 

 

Karolina: Myślę, że sprowadza się to do tego, żeby nas po prostu znużyć tym jedzeniem i skłonić do refleksji, aby przestało odkrywać tak ważną rolę w naszej codzienności. To jedyny cel jaki widzę.

 

Karo: Tak też można na to spojrzeć. Każdy detoks ma aspekt psychologiczny i oczyszcza głowę, mówiąc bardzo kolokwialnie. Jak bardzo byśmy nie chcieli, to jelita są związane z naszym mózgiem. Im bardziej oczyszczamy się na poziomie układu trawiennego, tym głowa pracuje inaczej. Dla mnie to bardzo ciekawe spostrzeżenie, zarówno po doświadczeniach moich jak i grup, które prowadzę. Rzeczywiście pojawia się pewna jasność umysłu, koncentracja, większa radość z życia. Schodzą wszystkie mgły z umysłu. W medycynie chińskiej mówimy też o śluzie, który potrafi być w głowie i potrafi być męczący. Występuje otumanienie i rozleniwienie, które bardzo często są efektami śluzu. 

 

Karolina: Wszystkich odsyłam na twoje detoksy. Sama też go w tym roku podejmę. Rozmawiamy już prawie godzinę, a bardzo chciałabym rozwinąć zarówno temat ziół jak i temat akupunktury i akupresury. Nie zostaje mi nic innego, jak zaproponować nagranie drugiej rozmowy, skupiającej się na akupunkturze i akupresurze. Myślę, że jest to ogromny temat, a nie chciałabym, żeby zniknął na końcu rozmowy, jako pięciominutowa wzmianka. Szczególnie, że poznałyśmy się właśnie przez akupunkturę. Na sam koniec mam do Ciebie pytanie – kto, Twoim zdaniem powinien zgłosić się do lekarza medycyny chińskiej? Zakładam, że sama też trafiłaś na nią na jakimś etapie swojego życia. Co twoim zdaniem sprawia, że dla człowieka XXI wieku, system ten jest atrakcyjny i mógłby być czymś, po co sięgniemy, żeby o siebie zadbać?

 

Karo: To ciekawe pytanie i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Mówiąc krótko, jeśli ktoś jest chory musi udać się do lekarza. Medycyna konwencjonalna wchodzi później niż terapeuta medycyny chińska. My mówimy o niedoborze krwi, czyli o krwi złej jakości lub zbyt małej ilości krwi, jeszcze zanim anemia pojawi się w wynikach krwi. Terapeuta medycyny chińskiej będzie o tym widział na podstawie badania, wywiadu i objawów, o których powie pacjent. Są osoby, które nie mogą usnąć, budzą się w nocy, budzą się o konkretnej godzinie, mają nadwrażliwość na światło, suchą skórę lub włosy. Kiedy nie możesz usnąć i idziesz do lekarza medycyny konwencjonalnej, to dostaniesz melatoninę albo inny olejek. Jak masz suche włosy to powie Ci, żeby smarować je wieczorem olejem. A jak masz suchą skórę to powie, że rzeczywiście może brakuje Pani jakiejś witaminy albo musi Pani więcej pić. Natomiast dla terapeuty medycyny chińskiej będzie to już jakiś obraz i będzie mówić, że ta osoba ma niedobór krwi i powinna zadbać o jej jakość np. wprowadzając pewne elementy do diety albo pijąc pewne zioła. Medycyna chińska jest o tyle fajna, że można pójść do terapeuty z rzeczami, o których nie powie się żadnemu lekarzowi konwencjonalnemu. Jeżeli budzisz się w nocy zawsze o tej samej godzinie, boli Cię konkretne miejsce, zawsze coś cię swędzi, zawsze chce Ci się pić lub po posiłku musisz się położyć, to są to bardzo diagnostyczne sygnały dotyczące różnych organów. Jak masz skłonność do siniaków, to wydaje Ci się, że już tak masz. Natomiast w medycynie chińskiej skłonność do siniaków jest przejawem tego, że nasza śledziona ma za mało energii i źle pracuje. W związku z tym, jest to objaw, który pokazuje, że któryś z organów nie jest w balansie. To nie znaczy, że jest chory. Powiedziałabym, że niestereotypowe objawy są zawsze dobrym powodem, żeby skonsultować się z terapeutą.

 

Karolina: Wiele założeń medycyny chińskiej, może stać się częścią naszego życia na co dzień.

 

Karo: To szeroki temat, bo w filozofii chińskiej wypracowało się pojęcie Yang Sheng. To sztuka dobrego życia. To przełożenie medycyny chińskiej, która kojarzy się ciężko, bo jest lekarz, pacjent, problem i medycyna. Natomiast Yang Sheng czerpie z filozofii chińskiej i uczy jak dobrze żyć. Jak jeść i co pić w danej porze roku. To, o czym dziś rozmawiałyśmy miało aspekt medycyny chińskiej, ale było przede wszystkim o dobrym życiu, czyli o Yang Sheng. W tym kontekście, medycyna chińska jako filozofia i podejście do otaczającego nas życia i wszechświata, sprawdza się bardzo dobrze.

 

Karolina: Super. Mnie to bardzo przekonuje. Dziękuję, że podzieliłaś się taką ilością cennych informacji. Mam nadzieję, że wszyscy zainteresowani polecą po książki, aby zgłębić tę wiedzę lub wybiorą się do Ciebie na konsultacje. Bardzo dziękuję i życzę wszystkiego dobrego. Do usłyszenia.

 

Karo: Dziękuję. Było mi bardzo miło. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *