PODCAST #99 Eli Wierkowska o boomie na jogę, czerwonych lampkach & wyprowadzce na wieś

Ostatnie miesiące przyniosły jodze niesamowitą falę popularności. Wiele osób przekonało się do ćwiczeń w domy, przełamało strach i weszło na matę. Co o tym sądzi nauczycielka jogi? Czy ten przysłowiowy boom na jogę może mieć też negatywne konsekwencje?

W dzisiejszym odcinku mam przyjemność gościć Eli Wierkowską, nauczycielkę jogi i medytacji, założycielkę Yoga House Warsaw, czyli szkoły jogi organizującej warsztaty i wyjazdy. Namiastkę Eli mieliście w odcinku specjalnym #78, w którym podzieliła się swoimi przemyśleniami związanymi z dbaniem o siebie i zachowaniem spokoju w czasach pandemii.

W tej rozmowie poruszymy temat słuchania siebie i ufania swojej intuicji, czyli między innymi reagowania na tytułowe czerwone lampki 😉 Dowiemy się dlaczego Eli poleca cykliczne detoksy i co może nam dać obserwacja tego ile emocji wiążemy z tym co i kiedy jemy. Dodatkowo zapytam Eli o to co skłoniło ją do wyprowadzki z Warszawy i dlaczego tak ważne jest dla niej obcowanie z naturą.

 

Eli na Instagramie

https://www.instagram.com/eli_wierkowska_yoga/

Eli na Facebooku

https://www.facebook.com/jogiczni/

Eli na YouTube

https://www.youtube.com/channel/UCRZ3g1sUHp6cj87y1FE1YEQ

Yoga House Warsaw

https://www.facebook.com/YOGAHouseWarsaw/

Posłuchaj na YouTube:

https://youtu.be/LWyexvrp6AI

Odcinek #78

https://www.youtube.com/watch?v=cHAvHfDpLr0

 

Transkrypcja treści odcinka:

 

Karolina: Cześć Eli! 

Eli: Cześć Karolina! 

Karolina: Bardzo mi miło Cię gościć i się cieszę, że udało się nam spotkać, poznać i, że jesteś u mnie w mieszkaniu. Tematów, które mogłabym z Tobą poruszyć jest bardzo dużo. Ostatnio myślałam o tym, że czas pandemii, lockdownu, który notabene nadal trwa, moment chyba najbardziej dla nas szokujący był dla wielu środowisk transformacją, czymś pozytywnym. Wydaje mi się, że ogólnie odbiera się, że dla świata jogi był to czas kwitnięcia. Bardzo dużo osób, które obserwuję zaczęło ćwiczyć jogę, joga stała się częścią rutyny i przeżywa boom. Myślę, że to jest super. Ty w tym siedzisz, jesteś nauczycielką z wieloletnim doświadczeniem. Czy też widzisz w takich różowych barwach to, że joga stała się tak powszechna? 

Eli: Tak. Ze względu na to, co się wydarzyło mieliśmy więcej czasu w jednym miejscu. Lockdown był związany z tym, że nie mogliśmy się tak bardzo przemieszczać i spowodował, że mieliśmy więcej czasu dla siebie. Oczywiście część z nas, a nie wszyscy. Natomiast te osoby, które miały i chciały wcześniej skorzystać z praktyki jogi od fizycznej strony czyli od asan, to miały na to przestrzeń. Znam nawet taką osobę, która zaczęła praktykować w łazience, bo nie miała przestrzeni w domu ze względu na małe dzieci. 

Karolina: Tylko tam mogła się zamknąć. 

Eli: Dokładnie. To pokazało, że jogę można praktykować wszędzie. Dla mnie natomiast najważniejszym aspektem jest to, że dużo osób, przynajmniej te, które się do mnie odzywały, pisały, zobaczyły, że praktyka jogi, to nie tylko aspekt fizyczny, bo to szereg możliwości, wachlarz narzędzi, które bardzo pomagają w codziennym życiu. W momencie kiedy coś nas boli, pojawiają się, wychodzą na powierzchnię lęki, stres i zaczynamy zastanawiać się skąd to jest, dlaczego nas to dotyczy, dlaczego nie umiemy sobie poradzić w pewnych sytuacjach. Medytacje są też dobrym sposobem na obserwację tego, co dzieje się w naszej głowie. Mam takie poczucie, że lockdown dał przestrzeń na to, żeby zobaczyć, że joga to nie tylko zakładanie nogi za głowę czy wykonywanie akrobacyjnej pozycji. W momencie kiedy zaczynamy dbać o nasze ciało, zaczynamy ćwiczyć. Ty nazwałaś to rutyną, ja nazywam to rytuałem. Nie jest to tylko kwestia tego, że nasze ciało staje się elastyczne na poziomie tkanek, mięśni, ścięgien, skóry, tylko pojawia się więcej możliwości, przestrzeni na to, że możemy sobie na coś pozwolić w głowie, na coś co daje nam przestrzeń. Nie musimy być cały czas uśmiechnięci i dążyć do perfekcji, którą widzimy lub gdy ktoś nam określa jak nasze życie powinno wyglądać, jak powinniśmy się zachowywać. Zaczynamy mieć większą przestrzeń do tego, żeby zaakceptować nasze stany, to jak się czujemy, to, co przeżywamy w danym momencie. Dla mnie joga jest sposobem na życie. To nie jest tak, że wchodzę na matę, praktykuję i ćwiczę jogę. To, że rozmawiam teraz o tym z Tobą to też jest moja praktyka jogi, a także to jak jadę samochodem, słucham czegoś i jestem uważna. Oczywiście to, że na co dzień się wkurzam i denerwuję to też jest praktyka jogi, bo pozwalam sobie na to, żeby być sobą. Myślę, że osoby, które w czasie pandemii miały możliwość z tego skorzystać, to absolutnie poczuły, że to nie jest tylko  aspekt fizyczny, a coś więcej. Uwielbiam się zmęczyć, uwielbiam cardio i różne techniki, sporty czy aktywności, ale joga jest naszym fundamentem bardziej świadomego życia. Nie ważne jakie ono jest, bo często jest trudne i daje nam nieźle popalić, ale myślę, że czas pandemiczny pozwolił na to, żeby tego doświadczyć. 

Karolina: Widziałam na Twoim Instagramie, że miałaś wiele przemyśleń związanych z tym, że zwiększona popularność jogi może też mieć swoje negatywne skutki. Zaczęło martwić Cię to w jaką stronę to może iść. Co miałaś na myśli? Gdzie trzeba uważać na to jak obcujemy z jogą i co z niej wyciągamy? 

Eli: Podczas różnych wywiadów, podcastów bardzo często dostaję pytania jak zacząć jogę. 

Karolina: Dlatego Cię o to nie zapytałam. [śmiech] 

Eli: Ostatnio zaczynam się bardzo zastanawiać nad odpowiedzią na to pytanie. Ta mnogość powoduje, że jeżeli nie mamy doświadczenia, to nie wiemy jak wybrać doświadczonego nauczyciela. Wierzę, że każdy z nas ma intuicję i nasz wewnętrzny nauczyciel podpowie nam czy jest to dobra czy nie najlepsza osoba jeżeli chodzi o wybór nauczyciela czy metodę. Bałam się i wciąż się boję, że dostępność wszelkich kursów i sposobów podnoszenia kwalifikacji jest tak dostępna i niesprawdzalna w jakikolwiek sposób. W weekend możesz stać się nauczycielem, coachem i tak dalej. Zaczęłam się obawiać, że ze względu na tą dostępność jest tak, że może to tylko i wyłącznie narobić krzywdy, ale głęboko wierzę w to, że każdy ma właśnie tę swoją intuicję i będzie wybierać w zgodzie ze sobą. Jest to temat, który nie dotyczy tylko i wyłącznie nauczycieli jogi, ale też ogólnie pokory. Oczywiście to jest tylko moje doświadczenie i to jak jak podeszłam do swojego pierwszego kursu nauczycielskiego po kilku dobrych latach swojej praktyki. Uważam, że bycie nauczycielem w jakiejkolwiek dziedzinie wiąże się ze swoją praktyką, a nie z ilością przebytych kursów. Zachęcam do poszukiwania osób, które mają tę pokorę, bo to cecha, która w pewien sposób gwarantuje to, że ktoś po trzydziestu latach czy pięćdziesięciogodzinnym kursie czegokolwiek nie zacznie siebie nazywać specjalistą, ekspertem w danej dziedzinie. Wciąż mam to gdzieś z tyłu głowy, że to się dzieje i ta dostępność będzie się dziać. Zachęcam do tego, żeby podejmować decyzje o wyborze jakichkolwiek kursów, zajęć, gdziekolwiek, u kogokolwiek, żeby popytać o tą osobę, posprawdzać, zobaczyć w jaki sposób mówi o sobie, o swojej praktyce. To nie dotyczy tylko i wyłącznie jogi, a wszystkich osób, które dzielą się swoim doświadczeniem w jakiejkolwiek dziedzinie. Nie wybierajmy pochopnie. Żeby być znanym i doświadczonym potrzeba czasu. Wiadomo, że każdy gdzieś zaczynał i każdy musi mieć ten początek. Ja też kiedyś zaczynałam, brałam zastępstwa i byłam niedoświadczonym nauczycielem. Wciąż uważam, że jeszcze daleka droga przede mną. Jeżeli chodzi o jogę, to dla mnie najważniejsza jest praktyka  osoby, u której się uczę. Jeżeli ta praktyka jest, to wiem, że warto za taką osobą podążać. Jeżeli osoba po weekendowym kursie już zmienia swoje nazwisko na bycie nauczycielem, ekspertem czy specjalistą w danej dziedzinie, to tego się po prostu boję. 

Karolina: Myślę, że warto powiedzieć, że jest coraz więcej osób, które czują w sobie inspirację do uczenia się i potem do nauczania innych i na pewno ma to też swoje pozytywne skutki, że więcej osób chce się tym dzielić. Staram się na to patrzeć od tej dobrej strony. Najzwyczajniej w świecie, mówiąc po ludzku – nie chcemy sobie zrobić krzywdy. Joga w znaczeniu ćwiczeniowym wymaga od nas dużej uwagi, Ty wiesz o tym jak nikt inny. Powiem Ci, że sama mam takie doświadczenia, że włączyłam zupełnie losowo wybrany film i czułam, że moje ciało nie jest zadowolone, że moje kolano zaczyna coś do mnie mówić, że nie czuję balansu, a ta osoba mówi: stań na lewej nodze, a ja nie jestem w stanie przenieść ciężaru ciała na jedną nogę. Wtedy zapala mi się lampka, że może to nie jest najlepszy dla mnie materiał do nauki. Ale tak jak powiedziałaś, pozostaje wierzyć, że nasz instynkt nam podpowie. Z tym, że w przypadku osób, które zaczynają swoją podróż z jogą skąd mają wiedzieć jak to odczuwać? Myślę, że jest to trudny temat.

Eli: Myślę, że nie trzeba być joginem, oświeconym ani nikim, kto zjadł nie wiadomo ile rozumów i czerwona lampka pojawi się nam zawsze – chcę przynajmniej w to wierzyć. Jak boli, to jest źle. Jeżeli osoba mówi stań na lewej, prawej nodze, to nie znaczy, że się na tym nie zna, tylko tak jak powiedziałaś, może nie jest to ten moment żeby praktykować z tą osobą. Może ta osoba nie jest dla Ciebie albo nie na tym etapie życia. Trzeba też wiedzieć o tym, że praktyka jogi, ćwiczeń czy czegokolwiek na poziomie fizycznym, na poziomie naszych myśli, emocji i tak dalej sprawia, że na każdym etapie się zmieniamy. Życie jest procesem, więc to nie jest tak, że jak dziś pójdę do jednej nauczycielki czy nauczyciela, to ten sam nauczyciel będzie dla mnie dobry za dziesięć czy piętnaście lat. Oczywiście pojęcie 'guru' w hinduizmie jest bardzo mocno związane z jogą. Dla mnie największym nauczycielem jest ten nauczyciel wewnątrz nas. Nawet jeżeli na początku jest tą czerwoną lampką i mówi: okej, tutaj zaczyna mnie coś boleć, coś zupełnie nie rezonuje albo kończę zajęcia i czuję się źle.

Karolina: A nie powinno się to zdarzać. 

Eli: Robimy to po to, żeby fizycznie mieć więcej energii, więcej witalności, elastyczności i więcej przestrzeni w głowie. Nie oznacza to, że nie można płakać i nie pozwalać sobie na różne trudniejsze emocje. 

Karolina: Tak, ale po tym płaczu przyjdzie ulga. 

Eli: Dokładnie, tak powinno być. Cokolwiek to znaczy, że 'powinno'. Ale ogólnie powinno być lepiej, niż gorzej. Uważam, że czerwona lampka absolutnie jest wyznacznikiem, a później może być to intuicja lub świadomość czy mi to służy czy nie. Na początku rozgraniczenie początkującego umysłu osoby, która wchodzi i nie wie może być trudne, ale czerwona lampka jest trochę jak oparzenie się gorącą wodą – każdy z nas tego doświadczył. Powinniśmy słuchać siebie. Kiedy rozpoczynam zajęcia zadaję pytanie: jak się czujesz? Bo ja tego nie wiem. Ty wiesz najlepiej jak się czujesz. Czy czujesz się dobrze, czy coś Cię irytuje, wkurwia, czy głos tej osoby, co prowadzi zajęcia, czy pani, która leży obok mnie wydaje jakieś dźwięki.

Karolina: Chciałam powiedzieć śmierdzi. [śmiech]

Eli: Ja tego nie wiem i nigdy nie będę wiedziała, więc zawsze zadaję to pytanie, żeby popatrzeć na siebie tu i teraz. Dla mnie joga uczy bycia w danej chwili i pytania siebie czy to jest w ogóle dla mnie, czy dobrze się czuję po tych zajęciach czy źle. Wydaje mi się, że nie dotyczy to tylko i wyłącznie praktyki jogi, a wszystkiego, co robimy. Niejednokrotnie miałam takie historie, że spotykałam się z ludźmi, którzy tego chcieli albo ja tego chciałam, wychodziłam z tych spotkań i czułam się tak, jakby ktoś odłączył mi prąd. Tutaj pojawia się pytanie czy jest sens dalej spotykać się z taką osobą? 

Karolina: Tak jak powiedziałaś, każdy musi sobie sam na to odpowiedzieć, ale ciekawe jest to, że  zadajesz to pytanie uczestnikom swoich warsztatów, bo wiesz, że tylko oni znają odpowiedź.   Rzadko pytamy sami siebie jak się czujemy. Niejednokrotnie jak ktoś nas zapyta jak się czujesz, to z automatu chcemy powiedzieć, że wszystko jest okej. Czy wystarczająco często rozmawiamy ze sobą czy sprawdzamy wystarczająco często, co u nas słychać? 

Eli: Ostatnio złapałam się na tym, że tego uczę, a sama siebie rzadko o to pytam. Nawet dzisiaj miałam taką sytuację, że wczoraj płakałam, bo rzeczywiście byłam i jestem od jakiegoś czasu smutna i dzisiaj rano jak się obudziłam, to zadałam sobie pytanie jak się czuję? Oczywiście pierwsza myśl jaka się pojawiła to, że jestem smutna, że wciąż jestem w tych emocjach, ale dałam sobie przyzwolenie i postawiłam się obok siebie na zasadzie: masz na to przestrzeń, ale ja jestem z Tobą. Jedziesz do Karoliny, porozmawiasz, zrobisz inne fajne rzeczy, ale możesz być smutna, możesz być zła, rozgoryczona. To emocje, które są po prostu są w Tobie, a druga Eli jest po to, żeby Cię chronić. To spowodowało, że poczułam się bezpiecznie sama w sobie. Nie mam takiego poczucia, że: o rany jestem smutna i jak pójdę do Karoliny, to będziemy rozmawiać tylko o smutnych rzeczach, a nie inspirujących i co ja w ogóle dam od siebie ludziom? Ale z drugiej strony  prawdziwe jest, że nie będę grać. Jest lipiec, jest cudownie, jest super, jest fantastycznie i cieszę się na wszystko, co dzieje się wokół mnie – nie jest tak. Ale to nie znaczy, że nie mogę sobie na to pozwolić. Zapytałam siebie jak się czuję? Czuję się słabo, czuję się źle, nie mam siły, ale jestem przy sobie, pozwalam sobie na to. 

Karolina: Czyli potraktowałaś siebie jako swoją dobrą przyjaciółkę? 

Eli: Zaczęłam. 

Karolina: Próbujesz, uczysz się. 

Eli: To jest trochę tak jak powiedziałam wcześniej, czyli szewc bez butów chodzi. Ja w sumie świadomie czy też nieświadomie przygotowywałam się do tej pandemii. Nawet nie do pandemii. Już w listopadzie zeszłego roku będąc na Bali dałam sobie takie przyrzeczenie, obietnicę, że bardziej o siebie zadbam. 

Karolina: Ale miałyśmy instynkt. 

Eli: Myślę, że nie trzeba być joginem, joginką żeby posłuchać siebie jak zadajemy sobie te pytania. Jeżeli czujemy, że nasze ciało nie daje rady, czujemy smutki, rzeczy, lęki, które z nas wychodzą, to nie trzeba od razu zamykać wszystkiego, uciekać i chować się tylko dać sobie przestrzeń na to, żeby to się zadziało. Powinniśmy dać sobie przestrzeń, żeby pobyć z tymi radościami i trudniejszymi emocjami. Zapytajmy siebie: czego potrzebuję? Wczoraj złapałam się na tym, że właśnie miałam te wszystkie smuteczki, płacze i myślałam: ja chcę wina! Podeszłam do lodówki, patrzę stoi jakieś wino i mówię: Eli czy Ty naprawdę chcesz tego wina? Czy to jest tak, że chcesz przysłowiowo to zalać, zapomnieć i odciąć się? Czy może nie chcesz przerabiać tego, co gdzieś tam jest? I znowu zadałam sobie pytanie czy naprawdę chcę tej lampki wina,, ale to nie znaczy, że gdybym ją wypiła to będzie coś złego. Jak zadasz sobie to pytanie raz, piąty, dziesiąty w ciągu dnia, to może się okazać, że naprawdę będziesz wiedziała więcej o sobie, a nie będzie to typowe, odruchowe zachowanie. Na przykład jestem głodna i idę na lody czy na coś innego. Pytajmy się czy potrzeba zjedzenia czegoś słodkiego jest potrzebą z wnętrza, z głodu czy też może brakuje nam poczucia bezpieczeństwa. 

Karolina: Super, że o tym mówisz, bo bardzo chciałam Cię o to zapytać. Pamiętam, że kiedyś poruszyłaś taki temat chyba robiąc detoks, bo pamiętam, że jadłaś jakieś ryżowo-zieleninowe klimaty. 

Eli: Tak zwane congee. 

Karolina: Powiedziałaś wtedy coś takiego, że starasz się jeść proste smaki, które nie są może takie super pyszne, smakowite i widzisz ile komfortu pokładamy w naszym jedzeniu. No właśnie, dlaczego sięgamy po to jedzenie? Dlaczego Twoim zdaniem warto robić takie detoksy? Bo robisz je cyklicznie, prawda?

Eli: Tak, robię je cyklicznie od kilku lat. Było to związane z różnymi chorobami, które przechodziłam, i które przechodzę.

Karolina: I żeby nie było – uwielbiasz jeść, bo mówiłaś, że lubisz jedzenie. 

Eli: Tak i nie wierzę ludziom, którzy nie lubią jeść. Lubię jeść, lubię celebrowanie jedzenia, a jeszcze bardziej z kimś obok. Przez dłuższą praktykę medytacji, takiej obserwacji siebie, która dzieje się u mnie od kilkunastu lat, od kiedy zaczęłam praktykować jogę, medytację i uważność, zaczęłam zadawać sobie pytanie co mi to jedzenie daje. U mnie jedzenie często było zapychaczem emocji albo ulżenia sobie w jakichś tematach. Myślę, że zapychanie dobrze brzmi, tak obrazowo. Medytacja i któreś z rzędu odosobnienie pokazało mi, że nieprzywiązywanie się do jedzenia powoduje, że mam przestrzeń i czas na to, żeby zastanowić się, co jedzenie rzeczywiście mi daje na poziomie emocji i odczuć. Co innego jak jesteś spokojna, wybierasz się na kolację i celebrujesz z kimś jedzenie. To nie musi być jakaś specjalna okazja, okazją może być to, że możesz z kimś po prostu usiąść. A czym innym jest to, kiedy jedzenie pojawia się w momencie kiedy są emocje. U mnie to było niestety albo stety grubym tematem życiowym. Po nitce do kłębka doszłam, że w moim przypadku jest to absolutnie związane z poczuciem bezpieczeństwa. Kiedy nie czułam się bezpiecznie jedzenie pojawiało się jako zaspokojenie moich potrzeb, zwłaszcza słodkich potrzeb. Pokarm matki jest słodki, bo właśnie daje poczucie bezpieczeństwa. Po latach różnych detoksów zaczęłam robić to regularnie. Poczułam, że nie przywiązuję wagi, co nie znaczy, że nie mam przyjemności jedzenia, ale to nie jest już zasłanianie problemu czy tematu do przepracowania tylko jest to czystą przyjemnością. Na przykład, że wieczorem muszę coś zjeść, jestem przepracowana, czegoś mi brakuje. Okazało się, że jedzenie zaczęło odgrywać zupełnie inny wymiar w moim życiu, ale był to bardzo długi proces. Detoks polega na tym, że nie mam tej obfitości na talerzu, bo zazwyczaj jem congee, czyli kleik ryżowy lub kaszę jaglaną – w zależności od tego jaka jest pora roku i czego potrzebuje moje ciało. Detoks to praca na zmysłach. Jeżeli nie dostarczamy tylu bodźców poprzez różnego typu smaki, to możemy dojść gdzieś głębiej, odejść od przyjemności, chociaż może to złe słowo. Możemy zobaczyć co nas tak naprawdę kręci, ale w takim znaczeniu czy rzeczywiście jest to potrzeba wewnętrzna czy zapychanie czegoś. Detoks jest dla mnie nie tyle  fizycznym aspektem oczyszczania tylko aspektem oczyszczania mojej głowy, moich myśli i tego jak przywiązujemy się do jedzenia. Chyba najważniejszą lekcją jaką wyniosłam do tej pory z jogi było to, że przestajesz się przywiązywać. Posiadanie czegoś, bycie z kimś w danym momencie nie jest czymś, co będzie trwało wiecznie. Niestety dużo osób tak myśli. Pozwolenie sobie na wolność, że nie muszę się zapychać, nie muszę jeść takiej ilości albo nie muszę zastępować pustki  jedzeniem jest uwalniające. Rzeczywiście medytacja i detoksy mi w tym pomogły. Spowodowało to też, że przestałam chorować, chociaż mam wciąż insulinooporność, ale już nie na takim etapie jak kiedyś, kiedy miałam różne dziwne stany i nie mogłam nad tym zapanować. Jedzenie jest cudowne, ale jeżeli obserwujemy, że powoduje u nas jakąś dysfunkcję lub jest nienaturalnym odruchem, to pojawi się czerwona lampka. 

Karolina: Ale jeśli obserwujemy siebie?

Eli: Tak, jeśli obserwujemy siebie. Ale absolutnie wierzę, że wszyscy obserwują siebie. Może jest to bardzo naiwne, ale chciałabym żeby każdy miał wewnętrzny, czerwony guzik, który pokazuje, co nam służy, a co nam nie służy, co jest dla Ciebie dobre, a co nie.

Karolina: Nie jestem ekspertem jeżeli chodzi o jedzenie emocjonalne czy zajadanie emocji i nie chciałabym wchodzić w ten temat zbyt głęboko. Dużo też mówi się o tym, że jako społeczeństwo jemy z nudów. Myśląc o Twoich detoksach, myśląc o naszej rozmowie zastanawiałam się nad tym, że często tak jest, że w taki zwykły dzień posiłki są dla mnie najfajniejszym wydarzeniem. Cieszę się na to, że mam przed sobą super śniadanie, super obiad, super kolację i robiąc inne czynności w międzyczasie czekam na ten moment. Pomyślałam sobie, że rzeczywiście w sytuacji, w której zamiast tego posiłku zjadam coś nudnego lub średnio smacznego żeby nie czuć głodu, to jest mi trochę przykro. Wtedy zaczynam się zastanawiać, że chyba musimy się skupić na tym, żeby wypełnić swój dzień aktywnościami, które nas kręcą, które sprawiają nam przyjemność. Wiadomo, że jedzenie jest przyjemne i będzie nam sprawiało przyjemność, ale czy jest okej, że to najprzyjemniejsza część naszego dnia? Bo poniekąd ono zaczyna mieć nad nami władzę i to już jest niebezpieczne. Dodam jeszcze tylko, że jak byłam w Tajlandii, o czym już wielokrotnie opowiadałam, to uczestniczyłam w wyjeździe, który nazywał się właśnie detoksem. Jednym z dni, które tam przeżyłam był dniem płynnego jedzenia. Kobieta, która to prowadzi jest konsultantką ajurwedy i jest cudowną osobą. Ona i jej partner, to najmądrzejsi ludzie jakich w życiu spotkałam i bardzo polecam. Miejsce nazywa się 'Olive Retreat'. Dzień płynnego jedzenia był dla mnie totalnym wyzwaniem i przytoczę tylko obiad. Składał się ze smoothie, czyli była to zblendowana miska buddy, co nie brzmi zbyt dobrze, bo był tam ryż, fasola i jakieś zielone warzywa. Powiedzmy, że mogłoby to smakować jak zupa krem, ale w tym był jeszcze z litr wody albo lepiej, więc była to rozwodniona papka. Nie było to niedobre, ale smaczne też nie. Pamiętam, że wypiłam to i powiedziałam do tej kobiety: Christina, ja chyba nadal jestem głodna, a ona zapytała: czy jesteś pewna? Ja mówię: No tak. Tak bym zjadła Wasz obiad, że nie mogę. Na co ona: Karolina, wypiłaś właśnie dwa litry płynu. Nie ma szans, że jesteś głodna, bo w tym momencie nie masz w żołądku miejsca. Ty po prostu masz ochotę na coś smakowitego, na coś ekscytującego. Było to dla mnie straszne. Cierpiałam, miałam ochotę na ten obiad, ale dało mi to do myślenia jak bardzo wiążemy się z jedzeniem pod kątem przyjemności. 

Eli: No właśnie, to jest przywiązanie. Dla mnie było totalnym odkryciem, że jedzenie jest czymś, co mnie w jakiś sposób zaspokoi. Tak jak powiedziałaś, bardzo dobrze żeby jedzenie było smaczne, bo mamy sobie dostarczać trochę przyjemności, składników odżywczych itd. Natomiast jeżeli zaczyna to nad nami panować, bez tego będzie nam przykro, rozpadniemy się i nie będziemy mieć siły, to wtedy jest to coś, co ma nad nami władzę. Zazwyczaj jest to nasz umysł, a nie jedzenie samo w sobie. Dla mnie detoksy są powściągnięciem tego, momentem, kiedy daję swojemu ciału odpocząć. Ważniejsze jest dla mnie nieprzywiązywanie się, czyli daje mi to tydzień, dwa, sześć – w zależności ile na tym jestem i ile potrzebuję, taki moment wglądu, że nie może być tak, że jedzenie nade mną panuje. Ostatni detoks robiłam jak zaczęła się pandemia, czyli na początku marca i czułam się genialnie. Potem miałam taki moment, że rzeczywiście prowadząc medytacje jeszcze wieczorami coś jadłam, nie mogłam spać i czułam, że znowu zaczęło to nade mną panować i zaświeciła się czerwona lampka. Powiedziałam sobie: Eli, znowu się źle czujesz, znowu boli Cię brzuch, więc zrób to dla swojego dobra. Odstaw to, zmień godziny posiłków i zobacz jak się czujesz. Wróciłam na swoje tory i jest lepiej. Należy obserwować siebie, patrzeć czy jedzenie tego i tego nam służy czy nie służy. Sama będę sobie zadawać pytania [śmiech] odnośnie tego, że joga zmienia od razu sposób odżywiania i zaczniesz jeść roślinnie. To nie jest kwestia tego, że praktykując jogę Twoje życie się zmieni pod względem jedzenia, tylko zadajesz sobie pytanie czy jedzenie mięsa lub czegoś innego Ci służy czy nie. Ja nie jem mięsa dłużej, niż praktykuję jogę. W moim przypadku to pytanie dotyczyło słodkiego, cukru. Wydawało mi się, że jeżeli nie kupuję kilograma cukru, to znaczy, że nie jem słodyczy czy słodkiego. Okazało się, że w tak wielu produktach, które robię, kupuję czy jem na mieście jest cukier i była to weryfikacja tego czy mi to służy czy nie. Czyli znowu po raz któryś zadałam sobie pytanie i okazało się, że warto coś z tym zrobić. Faktycznie lepiej się czuję, lepiej śpię, lepiej się koncentruję, gdy cukru jest zdecydowanie mniej. Znowu czerwona lampka i pytania. 

Karolina: Czerwona lampka, ale nie chodzi o lampkę wina.

Eli: Absolutnie nie mam nic przeciwko. To jest też trochę tak, że nie mam nic przeciwko temu, że ktoś je mięso. Dużo osób łączy mnie z tym, że jestem weganką, nie piję alkoholu, że jestem anty i w ogóle chodzę z flagą albo z kijem. Nie. Każdy ma możliwość wyboru i to jest w naszym życiu cudowne. Jeżeli zaczynamy pytać siebie czy nam to służy czy nie służy, to nie od razu, ale po jakimś czasie te odpowiedzi się pojawią i poczujemy je. Jeśli ktoś ma potrzebę picia rano szklanki wody bez cytryny, to niech pije bez cytryny, jeżeli lepiej mu to służy. Od takich pierdół, oczywistych rzeczy, aż po jedzenie mięsa czy niejedzenie mięsa. Cały czas niech towarzyszy nam pytanie: jak się czuję? Jaki jest efekt po wszystkim? To jest trochę tak jak schodzę z maty i dla mnie wyznacznikiem dobrych zajęć nie jest dobry czy zły nauczyciel, a to czy ja się gorzej czy lepiej czuję. Jeśli gorzej, to znaczy, że coś jest nie tak i trzeba zadać sobie milion pytań np. czy ten sposób prowadzenia zajęć, czy godzina zajęć, bo wiele osób praktykuje późno wieczorem, czy jest to w zgodzie z moim naturalnym cyklem czy może trochę siebie oszukuję, czy dodaje mi to energii, czy mi się chce w pełni żyć – jakkolwiek pięknie to brzmi. A może jest przeciwnie, bo odbiera mi to chęci, możliwości, swobodę samopoczucia, swobodę bycia i spełnienia w sobie. Są to rzeczy, o których czasem ciężko rozmawiać, bo to się wie. Jeżeli żyjesz w zgodzie ze sobą, jest Ci dobrze nawet jeśli pojawia się smutek czy inne emocje, to wiesz, że jest Ci dobrze. Jeżeli jest Ci dobrze, to rób jak najwięcej takich rzeczy, które sprawiają Ci przyjemność i które powodują, że jest Ci dobrze.

Karolina: Powiedziałaś, że w normalnym trybie ponad dwieście dni w roku spędzasz w podróży. Zakładam, że jeżeli podróżujesz, to jest Ci dobrze. Chciałam zapytać jak poradziłaś sobie z tym, że podróże zostały odwołane, musiałaś się zatrzymać i nie mogłaś przez tyle miesięcy się przemieszczać. 

Eli: To jest to, o czym rozmawiałyśmy wcześniej. Świadomie lub nieświadomie chciałam zwolnić i na ten pandemiczny czas odwołałam chyba jeden czy dwa warsztaty, bo chciałam cały maj i kwiecień zrobić sobie wolny. Nie mam poczucia, że pandemia zabrała mi możliwość podróżowania, chociaż zabrała mi możliwość spotkania się z moim bratem, który mieszka za granicą. Takie przymusowe bycie w domu pokazało czego tak naprawdę brakuje mi na co dzień. Odbieram ten czas jako niesamowitą możliwość pobycia w domu. Chyba od liceum nigdy nie spędziłam tyle czasu w domu. 

Karolina: To z pięć lat. 

Eli: Tak, z sześć. Dla mnie jest totalna nowość. Mieszkam na wsi i mogę obserwować, co dzieje się w naturze, jak natura codziennie się zmienia. Kontakt z naturą jest dla mnie absolutnie leczniczy, wyciszający i nie wyobrażam sobie teraz mieszkać w mieście. Niesamowite jest to, że wcześniej byłam miejską dziewczyną, a teraz jestem wiejską dziewczyną. Wszystko się szybko zmienia. Może nie szybko, ale na pewno się zmienia. To nie jest tak czy sobie poradziłam czy nie. Po prostu przestawiłam się na tryb, że jest inaczej. Wydaje mi się, że narzędzie pod tytułem 'nieprzywiązywanie się' i akceptacja, że jest jak jest stanowi sztukę, nad którą pracuję od kilkunastu lat. 

Karolina: A jak to się stało, że z miejskiej dziewczyny stałaś się wiejską? Czemu miasto przestało Cię już kręcić?

Eli: Bo znowu zadałam sobie szereg pytań. Kiedyś chyba nie byłam tak blisko siebie. Wydawało mi się, że miasto, pęd, który jest w mieście jest kręcący i dający możliwości rozwoju – cokolwiek to wtedy znaczyło. Im częściej spędzałam czas w domu pod Warszawą, tym czułam się lepiej, więc nie była to żadna odkrywcza kwestia. Uważam, że Warszawa jest genialnym miastem pod względem ilości zieleni i możliwości, ale ja po prostu odpowiadałam sobie na pytanie czy chcę być w betonowym mieście i poczucie bliskości naturze było mi bardziej potrzebne. W pewnym momencie podjęłam decyzję, że na stałe przenoszę się pod Warszawę.

Karolina: Miewasz takie momenty, że obawiasz się, że coś Cię omija? Na przykład, że w mieście dzieją się rzeczy i łapie Cię poczucie tak powszechnego teraz 'FOMO'. Czy już wyszłaś z takiego etapu, a może nie miałaś takiego etapu?

Eli: Chyba dorosłam. Absolutnie miałam taki etap. Miałam studio w centrum Warszawy, gdzie miałam swoją prywatną przestrzeń, w której mieszkałam. 

Karolina: I to niedawno. 

Eli: Tak, w sierpniu zeszłego roku czyli prawie rok temu wyprowadziłam się stamtąd na stałe. Życie się zmienia, życie to proces i chyba przyszedł taki moment w moim życiu, że potrzebuję i potrzebowałam bliskości natury, która daje mi więcej zakorzenienia. Zobaczyłam to jak wcześniej prowadziłam zajęcia, a jak później, gdy pojawiała się natura, np. prowadzenie zajęć z cyklicznością Księżyca itd. Świadomie lub nieświadomie bliskość natury bardziej pomoże mi być w zgodzie ze sobą i bliżej siebie. To chyba naturalna kolej rzeczy, że tak się wydarzyło i nie mam tak, że jak przyjeżdżam do Warszawy, to mam poczucie, że coś mnie omija. 

Karolina: Ale zaglądasz regularnie?

Eli: Tak, zaglądam, bo uwielbiam takie rytuały jak kawki i spotkania. Natomiast nie potrzebuję już takiego pędu. Widzę nawet jak mój kalendarz wygląda w środę, kiedy przyjeżdżam do Warszawy, bo jest napchany aż za bardzo i nie służy mi to. Wracam i czuję się tak, jakby ktoś odłączył mi prąd, więc muszę sobie dawkować ilość spotkań i wybieram te osoby, z którymi chcę się spotkać mimo tego, że niejednokrotnie nie jest to proste. Zaczęłam dobierać te spotkania i te osoby, które rzeczywiście mnie zasilają. 

Karolina: Więc tym bardziej doceniam, że jesteś tutaj dzisiaj u mnie. Chciałabym jeszcze nawiązać do tematu świata jogi w obliczu pandemii – jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało. Pandemia zrobiła dużo dla jogi jeżeli chodzi o promocję – to na pewno. Dużo osób zaczęło ćwiczyć w domu i patrząc z boku można by powiedzieć, że otworzyło się mnóstwo możliwości, bo na zajęcia przyjdzie dwadzieścia osób, a na zajęcia na zoomie może teoretycznie przyjść dwa miliony. Przed wszystkimi osobami, które mogły się przenieść do 'digitalu' tak naprawdę otworzyły się drzwi do ogromnej skali pod względem popularności, jak i pod względem finansowym. Może to wyglądać super lukratywnie. Powiedziałaś ostatnio, że marzysz o tym, by wróciły normalne zajęcia i, że ten 'digital' już Cię zmęczył. 

Eli: Początek był dla mnie trudny, bo uwielbiam kontakt z drugim człowiekiem tym bardziej na zajęciach. Chyba nigdy nie przeprowadziłam zajęć według swojej wcześniejszej rozpiski, bo to, co widzę na macie przed sobą i osoby, które ze mną rezonują powodują, że coś zmieniam pod względem tego jak te osoby się czują i czego potrzebują. Teraz już trochę inaczej patrzę na prowadzenie zajęć online. Nie prowadzę już na zoomie, bo na zoomie jest opcja, że widzisz tą drugą osobę. Oczywiście możesz wyłączyć kamerkę. Natomiast mam dwie takie firmy, w których na początku czułam się jak avatar, bo byłam ja i sto innych osób. Widziałam na ekranie tylko siebie, bo każdy miał wyłączoną kamerkę. Oczywiście dostaję szereg maili, co to wniosło, co się zadziało przez ostatnie miesiące i jest to cudowne, bo to tylko potwierdza, że ta praktyka ma sens. Natomiast początki były bardzo trudne. Podobnie z medytacją, którą prowadziłyśmy z Marysią i Jurgą na Instagramie przez kilka miesięcy. Wówczas patrzysz też na siebie, co była dla mnie czymś totalnie nowym, więc tak jak ze wszystkim – to kwestia czasu i przyzwyczajenia się. Ja jakoś się przełamałam. Niesamowite jest to, że dało to możliwość osobom, które wstydziły się przyjść na zajęcia, bo są za mało elastyczne, wyglądają tak czy inaczej, mają swoje oceny, które wpływają na ich poczucie bezpieczeństwa czy poczucie wartości lub uważały, że jest to zupełnie nie dla nich, bo coś. Ta firma pozwoliła doświadczyć praktyki jogi umożliwiając zajęcia we własnym domu, bez tego, że ktoś na Ciebie patrzy, nie musisz chować prania, które masz za sobą i innych rzeczy, których może się na przykład wstydzisz. Koniec końców jestem za to mega wdzięczna i myślę, że w innych realiach ton by się nie wydarzyło. Ucząc już przez kilka lat zawsze namawiam, żeby spróbować. Może nie nachalnie, bo tego nie lubię, ale było to taką naturalną sytuacją: dobra, spróbuję, co mi szkodzi. Nikt mnie nie będzie oceniał, nikt mnie nie zobaczy, nikt się nie dowie, a może coś się wydarzy i jak już się wydarzyło, to w ogóle mistrzostwo świata. Okazuje się, że lęk przed oceną, wyglądem itd., może za jakiś czas już nie będzie tak istotny jak był kilka miesięcy temu. Są osoby, które wcześniej pisały mi: nigdy w życiu, zapomnij, jaka joga, a teraz zapisały się na wyjazdy ze mną i w ogóle sobie nie wyobrażają, żeby rozpocząć dzień inaczej, niż od ćwiczeń oddechowych, medytacji czy rozciągania ciała. Absolutnie jestem wdzięczna za ten czas, który miał miejsce, i który wciąż trwa. Mam takie poczucie, że zwolniłam, bo jestem w jednym miejscu, jestem więcej w domu, ale to spowodowało, że mam w sobie więcej osadzenia, uziemienia. Dosłownie, bo czuję się trochę uziemiona, ale w takim dobrym znaczeniu tego słowa. Nie jest to coś, co spowodowało, że nie mam możliwości tylko te możliwości się zmieniły i kwestia tego czy zadasz sobie pytanie i znajdziesz przestrzeń na to, żeby poczuć się w tym lepiej. Wydaje mi się, że znalazłam tą przestrzeń i na razie czuję się dobrze.

Karolina: Już myślałam, że nie nawiążesz do siebie, bo cały czas mówiłaś, co dało to innym, a ja chciałam wiedzieć jak Ty się z tym poczułaś. Rozumiem, że Tobie komfort dało to, że widziałaś, że to poniekąd służy ludziom?

Eli: Tak, to było absolutnie wewnętrznym poczuciem, wewnętrzną misją. Od dłuższego czasu widzę, że bardzo istotne jest, żeby dzielić się narzędziami, sposobami, które pomogły mi w różnych trudnych momentach mojego życia – od żałoby, po depresję, po ciężkie stany chorobowe, po radości. Joga i praktyka była ze mną i jest ze mną. Przyszedł teraz czas, żeby zająć się sobą, bo widzę, że przez ostatnie trzy miesiące  skupiłam się na innych, a mało było przestrzeni dla mnie. Teraz absolutnie jest czas, żeby zająć się sobą i zadbać o siebie.
Karolina: Pięknie, że to powiedziałaś. Daje nam to taki ludzki wniosek. Pomimo, że znasz te wszystkie narzędzia, praktykujesz jogę i medytację, to nadal też spotykają Cię różnego rodzaju trudności. Może pewne rozterki, które spotykają ludzi wokół Ciebie nie dotyczą Ciebie, ale zaraz po zaleczeniu tych rozterek pojawiają się nowe i wtedy te narzędzia są dalej przydatne, ale też należy wykonać pracę. 

Eli: Właśnie, to jest kwestia rozwoju. Jakby 'x' lat temu ktoś zapytał mnie czy znowu bym się tym zajęła, to pewnie nie. Gdybym wiedziała, miała doświadczenie i wiedzę, którą mam dzisiaj, to chyba bym wtedy tego nie zrobiła.

Karolina: Co???!!!

Eli: Chyba nie, bo nikt na żadnym kursie nauczycielskim ani wcześniej na żadnych warsztatach nie powiedział mi albo może nie chciałam tego usłyszeć, że jest to wieczna praca. Dużo osób myśli, że jak zacznie praktykować, to jego życie stanie się lżejsze, gładkie i radosne. Nie. Z rozwojem, samorozwojem jest tak, że zaczynamy docierać głębiej i głębiej, a zazwyczaj jest tak, że im głębiej docieramy, tym więcej rzeczy się dzieje. 

Karolina: To jest bardzo zła reklama. 

Eli: Bardzo.

Karolina: Mnie by to nie zachęciło. Jak już uda mi się coś rozwiązać, to myślę spoko i cały czas odczuwam, że im dalej sobie kopię, to tym bardziej mnie to męczy i potrzebuję jeszcze więcej zasobów i pokładów siły i energii, żeby się zmierzyć z tymi rzeczami, ale jest to piękne. 

Eli: Jest to piękne, bo jest to poczucie bliskości ze sobą. Pozwalasz sobie na ten stan. Jest Ci smutno, jest Ci źle, masz coś do przeżycia, do przerobienia, ale jesteś sobą, nie uciekasz. Jak już rozmawiałyśmy wcześniej – moje życie było skrajne. Jak coś mi się kiedyś nie podobało, to dziękuję, do widzenia i odwracałam się na pięcie. Zarówno na polu zawodowym, jak i na polu prywatnym. Dzisiaj daję sobie więcej przestrzeni, żeby przyjrzeć się wielu rzeczom, sytuacjom, ale w zgodzie ze sobą. Co mi to daje, jak się czuję? Czy relacja, w której jestem mi służy i jest dla mnie rozwijająca, zasilająca. Myślę, że samorozwój nie jest czymś prostym, ale docieramy do głębokiej prawdy, którą każdy z nas ma. Wszystkie nawyki, rzeczy, które słyszeliśmy przez całe życie, że jesteśmy jacyś albo powinniśmy być jacyś zaczynają już nie być nasze i odpowiadamy sobie na pytania czy i jak chcę żyć, czym chcę się dzielić, w jaki sposób. Codziennie chcę zadbać o to, żeby być lepszym człowiekiem – lepszym dla siebie i lepszym dla innych. 

Karolina: Powiedz nam na koniec, gdzie można Cię znaleźć. Powiedziałaś o zapisach na wyjazdy, więc mimo trudnych czasów planujesz działania?

Eli: Tak, planuję, ale nie przywiązuję się do tego ostatnio, bo totalnie się to zmienia. Są warsztaty, na które w przeciągu kilkunastu minut rozchodzą się wszystkie miejsca.

Karolina: To nie ma co reklamować. [śmiech]

Eli: Zdaję sobie sprawę, że te warsztaty nie są najtańsze, dlatego zrobiłam swój kanał youtubowy.

Karolina: Polecam! Wjedzie teraz wazelina, ale super, że masz tam podzielone praktyki na konkretne partie. Ja czasami po prowadzeniu samochodu potrzebuję czegoś na szyję i na plecy, a po dniu w niewygodnych butach robię sobie sesje uziemiającą dla stóp i one są super, także wszystko podlinkuję.

Eli: Kanał youtubowy powstał dla osób, które z jakichś względów czasowych, finansowych nie mogą sobie pozwolić na zajęcia, ale ja zawsze mówię, że jeśli tylko finanse są przeszkodą, to pisz do mnie czy do kogokolwiek, bo według mnie pieniądze są pewnego rodzaju energią i nigdy nie powinny stanąć na przeszkodzie do tego, żeby się rozwijać. Warsztatów jest dość sporo, do końca tego roku głównie w Polsce, chociaż zobaczymy, bo wszystko się zmienia. Jestem bardzo otwarta, ale oczywiście mam szereg swoich ulubionych miejsc, do których chciałabym wrócić i zabrać tam grupy, bo uważam, że te miejsca mają niesamowitą moc. 

Karolina: Powiedz szybko jakie to miejsca. Takie top.

Eli: Sardynia. To jest takie miejsce, gdzie położenie domu, w którym jesteśmy totalnie zmienia perspektywę i nie mówię tutaj o pozycjach odwróconych tylko, że zaczynamy widzieć horyzont i dosłownie 'morze możliwości'. Zawsze wybieram takie miejsca, które są estetycznie bliskie mojemu sercu, bo uważam, że w takich miejscach łatwiej nam odpocząć. Mam takie rodzinne powiedzenie: otoczenie ma znaczenie, bo pomaga szybciej puścić pewne rzeczy, zmienić perspektywę, odpocząć, więc wybieram perełki. W Polsce tych miejsc też jest naprawdę sporo. Z moich ukochanych warsztatowych miejsc, to chyba rzeczywiście najlepsze są miejsca blisko wody. Na przykład Bali jest takim miejscem. Chociaż to, co wydarzyło się przez ostatni czas, ilość osób, która się tam pojawiła bardzo mnie zastopowały jeżeli chodzi o chęć organizowania tam kolejnych warsztatów. Może to za jakiś czas minie.

Karolina: No teraz tłumów nie ma.

Eli: Teraz tłumów nie ma, ale podobno niedługo otwierają Bali, więc może w przyszłym roku coś wróci. Rzeczywiście są takie miejsca, które nazywam miejscami mocy i warto z tych miejsc korzystać w takich sytuacjach jak warsztaty. Odcinasz się, poświęcasz sobie uwagę i zasilasz się. 

Karolina: Jeszcze jedno miejsce, bo czuję, że jest ich więcej, że jeszcze jest jakieś trzecie. 

Eli: Wiesz co, Warmia w Polsce jest dla mnie takim miejscem. Ma w sobie coś takiego magicznego, że za każdym razem jak tam wracam, to cieszę się jak dziecko. To jest trochę tak jak babcine wakacje w czasach dzieciństwa. Uwielbiam każde miejsce, które daje mi perspektywę, które nie jest zamknięte tylko ma dostęp chociażby do wszystkich żywiołów. Kontakt z naturą, bliskość z naturą powoduje, że zaczynamy być bliżej siebie. 

Karolina: Eli, bardzo dziękuję Ci za tę wspaniałą rozmowę i życzę Ci, abyś znalazła jak najwięcej czasu i przestrzeni, żeby być ze sobą i zadbać o siebie.

Eli: Bardzo dziękuję za spotkanie. Mam takie poczucie, że znam Cię dłużej, niż tylko od tych dwóch czy trzech godzin, więc cudownie, że w takiej czasoprzestrzeni można poznać takie cudowne osoby.

Karolina: Ja też tak czuję. Do usłyszenia!

Eli: Dziękuję bardzo! Do usłyszenia! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *